-Obiecasz mi coś?- zapytałam cały czas śmiejąc się ze swoich myśli.
-Co takiego?- spytał wyglądając na zaskoczonego.
-Przypilnujesz żebym nie tańczyła na stole?- poprosiłam, a siatkarzy miał minę jakbym mu zdeptała chomika.
-Eee... dobrze?- odparł po chwili. Pocałowałam szybko jego policzek i zapytałam:
-Tańczymy?
-Znowu mnie wyprzedziłaś- jęknął niezadowolony, a ja tylko wesoło się zaśmiałam i wyciągnęłam go na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć. W pewnym momencie coś mi się przypomniało i powiedziałam siatkarzowi na ucho:
-Bluzę przyniosę ci na następny trening.
-Możesz ją sobie zatrzymać- odparł szeptem. Ciarki przeszły mnie po plecach, gdy poczułam jego ciepły oddech na mojej szyi. Matko, jak on pięknie pachnie. LAURA! STOP! PRR! Przestań tak myśleć! W tej oto właśnie następującej chwili!
-Przepraszam cię, muszę iść do toalety- powiedziałam i ruszyłam do wspomnianego pomieszczenia. Oparłam się rękoma o umywalkę i spojrzałam na siebie krytycznie w lustrze.- Przestań pierdolić!- warknęłam na siebie w lustrze. Westchnęłam głęboko i opuściłam pomieszczenie. W drzwiach wpadłam na Nicolasa.
-Coś się stało?- zapytał Argentyńczyk, który już się chyba przyzwyczaił do tego, że jak rozmawia ze mną to tylko po hiszpańsku.
-Nie dlaczego?- odpowiedziałam pytaniem, a ten spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-Nie rób ze mnie idioty- poprosił. Chłopie, co ja mam ci powiedzieć?
-Naprawdę, Nico.
-Napijesz się ze mną?- zapytał. Wooo! Chłopie pobyt w Polsce cię niszczy. Uciekaj!
-Wiesz, że chętnie- zaśmiałam się i ruszyłam z rozgrywającym do stołu.
-Drink?- spytał.
-Czysta- odpowiedziałam bez zastanowienia. Spotkało się to z zaskoczonym spojrzeniem Nico, jak również siedzących przy stole Wlazłego, Winiarskiego, Kurka, Szalpuka i Milczarka.
-Ty tak na serio?- zapytał Winiarski, ale widząc moje spojrzenie napełnił kieliszek mój i Argentyńczyka. Kurwa, chłopie mam ochotę się napić, nie utrudniaj.
-Serio, serio- zaśmiałam się, ale czułam gorycz w serduchu. Chwyciłam kieliszek i wypiłam do dna, na raz. Odstawiłam go nawet się nie krzywiąc ani nie popijając. Szok na ich twarzach był możliwie jeszcze większy.- Co?- zapytałam patrząc na nich zaskoczona.
-Potrafisz siedzieć cały dzień na siłowni- powiedział Kurek.- Słuchasz rapu- kiwnęłam głową.- Kochasz siatkówkę- znów kiwnięcie.- Pijesz wódkę jak sok pomarańczowy- kolejne przytaknięcie.- Gdzieś ty była całe moje życie?- zapytał i padł przede mną na kolana.- Wyjdź za mnie dziewczyno!
-Pan już dzisiaj nie pije- zaśmiałam się klepiąc go po policzku.
-Ale ja mówię serio!- zarzekał się, a wszyscy przyglądali się nam zdziwieni.
-Jeżeli jutro będziesz to pamiętał, to porozmawiamy- zaśmiałam się, na co on ochoczo pokiwał głową.
-Gramy w pokera?- zapytał Winiarski, kiedy Kurek wrócił na swoje miejsce.
-Chętnie- odparłam opróżniając kieliszek, który gospodarz zdążył mi już napełnić.
-Czy ty tak serio?- zapytał Szalpuk w lekkim szoku. Mamciu, co z nimi? Ile razy zadadzą mi dzisiaj jeszcze to pytanie.
-A co? Strach cię obleciał przed grą ze mną?- odpowiedziałam pytaniem patrząc mu wyzywająco prosto w oczy.
-O proszę! Jaka pewna- zaśmiał się Wlazły. No myślałam, że to już zauważyliście podczas naszej krótkiej znajomości.
-To może rozbierany- zaśmiał się Kurek.
-A odważysz się?- zapytałam rozbawiona. Byłam ciekawa czy się zgodzą.
-Nie, nie!- zaoponowała szybko Daga.
-Racja, pamiętacie jak to się ostatnio kończyło?- zapytała Paula popierając koleżankę. Okej, raczej nie chcę tego wiedzieć. Matko, Paula ma taką minę, że na pewno nie chcę tego wiedzieć!
-To kto gra?- zapytał Winiarski, a przy stole po kilku sekundach został on, Mariusz, Bartek, Bartek, Robert, Artur, Kłos i ja. Reszta stała i się przyglądała, wygłupiała przy muzyce albo grała w Fifę.
-Świetnie- zatarł ręce Milczarek. Rozdano karty. Po mojej czwartej wygranej z rzędu, Winiarski rzucił karty.
-Nie gram z tobą!
-Dlatego była taka chętna do rozbieranego- zaśmiał się siedzący obok mnie Kurek.
-Tylko z tobą- odparłam lekko.- W końcu mi się oświadczyłeś, więc i tak zobaczę cię bez koszuli- zaśmiałam się wesoło, a Bartek przybrał minę myśliciela.
-To gramy jeszcze?- zapytał Karol.
-A może w coś innego- zaproponowała siedząca na jego kolanach Ola. Po chwili spojrzała ona na mnie, a w jej oczach widziałam... o nie! Nie ma mowy!
-Nawet o tym nie myśl!- powiedziałam celując w nią palcem. Nie! NIE! N!I!E!
-Laruś- próbuje robić te swoje słodkie oczka.
-Nie ma mowy!- nie zgadzaj się!
-Kochanie spokojnie, złość piękności szkodzi- zaśmiał się siedzący obok mnie Kurek.
-Więc się nie denerwuj, bo nie masz czym szastać- odparłam. Wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem, a Ola spojrzała na mnie z prośbą w oczach:
-Larunia, no proszę.
-O co ona cię tak prosi? W co chce grać?- zapytała Paula. Uwierz mi kobieto, nie chcesz wiedzieć.
-Bo jest taka gra. Nazywa się nigdy w życiu- zaczęła Dudzicka i wytłumaczyła wszystkie zasady, podczas gdy ja leżałam z głową na stole.
-Wszystko rozumiem i bardzo mi się podoba. Ale dlaczego Laura nie chce w to grać?- zapytał Winiarski.
-Cóż, za każdym razem jak w to gramy to wszyscy są w szoku, bo myślą, że Laura jest grzeczna i ułożona, a wychodzi coś zupełnie innego- odparła Ola.
-Jestem osobą z największą ilością wypitych samotnie łyków, serio- mruknęłam podnosząc głowę.
-Nie może być tak źle- stwierdził Michał, a ja spojrzałam na niego sceptycznie.- Może?
-Oczywiście- odparłam.- Ale jak chcecie, to dobra. Możemy grać- wszystkich to niesamowicie ucieszyło i już po chwili siedziałam na kanapie pomiędzy jednym a drugim Bartkiem ze szklanką wódki w ręce.
-Zaczynam!- zakomunikował Winiarski.- Nigdy w życiu nie całowałem się z dwiema osobami w jednym tygodniu- odparł. Napiłam się ja, Kurek, Paula, Ola i Daga.
-Podbijam stawkę. Nigdy w życiu nie całowałam się z dwiema osobami na jednej imprezie- powiedziała siedząca obok Miśka Daga. Napiłam się ja. Tylko ja. Winiar spojrzał na mnie zszokowany.
-Właśnie o tym mówiłam- westchnęłam wskazując na niego.
-Nigdy w życiu nie całowałem się z osobą tej samej płci- powiedział Wlazły. Spojrzałam na Olę. Ola spojrzała na mnie. Jednocześnie się napiłyśmy głupio się do siebie uśmiechając.
-Czy to wasze spojrzenie ma coś z tym wspólnego?- zapytał Mariusz. Kurde, spostrzegawczy jest.
-Trochę się już znamy- powiedziała Ola. Kiwnęłam tylko głową i spojrzałam na Paulę, bo była jej kolej. Kiedy po dłuższej chwili kolejka doszła do mnie powiedziałam:
-Żebyście nie uznali mnie za taką okropną. Nigdy w życiu nie brałam żadnych narkotyków- nikt się nie napił.- A, czyli jednak jestem okropna- zaczęłam się śmiać, a razem ze mną cała reszta. Po godzinie nam się znudziło i chłopaki wrócili do pokera, wcześniej zabraniając mi gry, ponieważ "ty i tak wygrasz i nie ma zabawy". Paula chwyciła mnie więc za ramię i szepnęła mi na ucho:
-Chodź, musimy cię poznać- zaśmiałam się i poszłam z żoną Mariusza do kuchni. Tam siedziały już wszystkie dziewczyny, a razem z nimi wino. Dużo wina. Coś czuję, że się polubimy. Usiadłam między Paulą a Olą.
-Pytajcie o co chcecie- uśmiechnęłam się. Czuję do nich wszystkich sympatię. W sumie nawet nie wiem dlaczego. Tak, po prostu.
-Ile masz lat?- zapytała Daga.
-22- odpowiedziałam, co wywołało szok na ich twarzach.- Tak, wiem. Jak na 22 latkę, to mam ciekawe przeżycia. Połowę z Olą- odparłam z uśmiechem.
-Nie czujesz się dziwnie jako jedna dziewczyna między samymi facetami?
-Nie. Mimo wszystko ani trochę mi to nie przeszkadza. Fajnie się z nimi pracuje.
-Będziesz ich pilnować?- zapytała tym razem Ola.
-A to konieczne?- odpowiedziałam pytaniem.
-Siatkarze to duże dzieci- odparła Paula.
-Zdążyłam się przekonać- rzuciłam rozbawiona. Rozmawiałyśmy tak ponad godzinę, gdy do kuchni wszedł Mariusz.
-Czy tu jest jakaś konkurencyjna impreza? Bo ja się chętnie przyłączę- powiedział, po czym podniósł Paulę, usiadł na jej miejscu i posadził ją sobie na kolanach.
-Zabroniliście jej grać, załamała się dziewczyna to ją pocieszamy- mruknęła Daga podpierając rękę na głowie.
-Aż tak się przejęłaś?- zapytał siatkarz zaskoczony, ale jednocześnie rozbawiony.
********************
Witam, przepraszam za błędy, zapraszam do komentowania i odwiedzania strony: http://opowiadania-siatkarskie.blogspot.com/
Buziaki, Dream <3
piątek, 12 maja 2017
środa, 3 maja 2017
Rozdział 12
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Chwyciłam urządzenie widząc na nim nieznany numer.
-Tak?- odebrałam.
-Cześć- usłyszałam znajomy głos. Kto to jest? Myśl Laura.
-Przedstaw się nieznajomy, bo nie potrafię zgadnąć kim jesteś- zaśmiałam się, na co zawtórował mi mój rozmówca.
-Bartek- odparł lekko.
-A Kurek. Faktycznie. Mogłam się domyśleć. Dobra, co byś chciał?
-Są dwie sprawy- odparł, a nie słysząc z mojej strony żadnej odpowiedzi kontynuował- Po pierwsze przepraszam za moje zachowanie na treningu, ale miałem rano bardzo nieprzyjemną rozmowę.
-Nie, spoko. Nic się nie stało- uśmiechnęłam się do telefonu, chociaż wiedziałam, że on tego nie widzi.-A druga sprawa?
-Otóż plany na dzisiejszy wieczór wyglądają tak: jako, że Blain dał jutro wszystkim wolny dzień to każdy na imprezę ochoczo się zgodził. Nie idziemy do żadnego klubu, tylko do Winiarskich. Od razu zastrzegam, że imprezy u Michała kończą się nocowaniem u niego, więc weź jakąś piżamę, szczoteczkę, czy co ty tam potrzebujesz. No i przypadł ci zaszczyt, że to ze mną jedziesz- powiedział ostatnie zdanie, a ja mogę zagwarantować, że miał banana na twarzy.
-No to świetnie. Jakieś wytyczne co do stroju?
-Sukienka, spódniczka, spodnie, nago. Jak ci wygodnie. Z doświadczenia wiem, że dziewczyny zawsze ubierają kiecki- odparł.
-Okey, dzięki za pomoc. O której będziesz?
-Jest szesnasta, mamy być na dziewiętnastą. Zgarynamy jeszcze paru chłopaków, więc tak przed wpół do siódmej powinienem być- odpowiedział.
-Dobra, daj mi znać, jak będziesz pod blokiem.
-Mieszkam cztery bloki dalej, więc dam znać jak będę wychodził- zaśmiał się.
-Serio mieszkasz tak blisko?- zapytałam zszokowana.
-Serio, serio. Jak byś czegoś potrzebowała to możesz wpaść. Dobra, nie przeszkadzam ci. Do zobaczenia.
-Pa, dzięki za informację- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Odłożyłam telefon i ruszyłam do szafy. Bez zastanowienia wyciągnęłam ciemnogranatową sukienkę. Jest ona rozkloszowana, ładnie się układa, a w pasie ma przewiązaną szeroką, czarną wstążkę. Do tego wytargałam czarną narzutkę, którą zostawiłam na łóżku. Ruszyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, zakręciłam włosy, umalowałam się znacznie mocniej niż zazwyczaj podkreślając moje oczy. Założyłam sukienkę i byłam prawie gotowa. Wytargałam czarne, dwunastocentymetrowe szpilki. Ale Lara, ubierzesz je przed wyjściem, jeszcze za szybko. W końcu masz w nich wytrzymać cały wieczór. Zgodziłam się z moimi myślami i wzięłam torebkę wrzucając do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Byłam już gotowa. Spojrzałam na zegar i stwierdziłam, że za kilka minut powinien pojawić się Bartek. Założyłam więc narzutkę i buty, a po chwili odezwał się mój telefon.
-Jesteś?- zapytałam Bartka.
-Czekam- odpowiedział i zakończył połączenie. Chwyciłam więc torebkę i zamykając za sobą drzwi wyszłam z bloku. Bartek stał oparty o samochód. Zagwizdał, gdy mnie zobaczył, a ja prychnęłam niezadowolona i powiedziałam:
-Kolego, nie jestem psem, żebyś na mnie gwizdał.
-Wybacz. Ślicznie wyglądasz- uśmiechnął się.
-A dziękuję bardzo- odpowiedziałam. Kurek otworzył mi drzwi od strony pasażera, usiadłam i spojrzałam pytająco na siatkarza, który usiadł za kierownicą.
-Co?- zapytał widząc moją minę.
-Kogo jeszcze zabieramy?
-Nico i Srećko- odparł. Zaczęłam grzebać przy odtwarzaczu, a Kurek zironizował- Jasne, nie krępuj się.
-Wiem, nie musiałeś przypominać- zaśmiałam się i włączyłam piosenkę Paluch- "Bez strachu".
-Naprawdę podoba mi się twój gust muzyczny- powiedział chłopak z uznaniem i razem ze mną zaczął śpiewać refren.
-A ja się cieszę, kiedy nie jadąc swoim samochodem i tak słucham ulubionej muzyki- odparłam, kiedy refren się skończył.
-Bardzo się cieszę- zaśmiał się, zaparkował pod jednym z bloków i wyciągnął telefon.- Czekamy- powiedział do słuchawki. Po kilku minutach pojawił się Srećko.
-Cześć- powiedział łamaną polszczyzną gramoląc się na siedzenie za Bartkiem.
-Hej- odpowiedzieliśmy jednocześnie. Muszę przyznać, że obaj siatkarze świetnie wyglądają. Obaj mają ubrane ciemne spodnie, Bartek ma jasnoniebieską koszulę, a Srećko białą. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod kolejnym blokiem. Bartek wyciągał już telefon, ale schował go widząc wychodzącego z bloku Argentyńczyka. Nico miał ubrane czarne spodnie i czarną koszulę, a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Usiadł na siedzeniu za mną i przywitał się z nami krótkim "cześć". Kurek ruszył do domu Winiarskiego, a ja zaczęłam znowu grzebać przy odtwarzaczu. Westchnęłam widząc, że nie ma nic ciekawego. Bartek uśmiechnął się głupio pod nosem, kliknął jeszcze dwa razy i włączył "OKO" Palucha. Spojrzałam na niego zaskoczona i szeroko się uśmiechnęłam. Zaczęłam śpiewać, a kiedy usłyszałam komunikat od kierowcy:
-Zaraz będziemy- spojrzałam w lusterko i krytycznie oceniając swój wygląd, stwierdziłam, że wyglądam świetnie. Kurek zatrzymał samochód, a my zaczęliśmy wysiadać. Chwyciłam torebkę i chciałam otworzyć drzwi, jednak wyprzedził mnie Nico. Uśmiechnęłam się do rozgrywającego i wysiadłam. Nagle niesamowicie mną zachwiało. Kurwa, co się dzieje? No wypierdolę się. Już czułam moją twarz spotykającą się z kamienistym podłożem przed domem Winiarskiego. Jednak zamiast tego poczułam silne ramiona, które w ostatniej chwili złapały mnie w pasie. Nicolas postawił mnie do pionu i zapytał:
-Wszystko w porządku?- jejuś, dziękuję ci za siatkarski refleks tego człowieka. Ładnie się uśmiechnęłam i powiedziałam:
-Tak, tak. Dziękuję ci bardzo. A i przypomnijcie mi, żebym wypomniała Miśkowi ten cholerny podjazd- zakończyłam ze śmiechem, co spowodowało również rozbawienie u moich towarzyszy podróży. Ruszyliśmy do wejścia do domu Winiarskich. Otworzyła nam brunetka ubrana w czarną spódniczkę i koszulę khaki.
-Hej Daga- powiedział Bartek i uściskał kobietę.
-Cześć- odpowiedziała i uśmiechnęła się. Nico i Srećko również się przywitali, po czym weszli do środka zostawiając mnie sam na sam z niejaką Dagmarą. Obstawiam, że to pani domu. Lara, pamiętaj, żeby udusić Kurka, w końcu to on cię tu przywiózł.
-Hej, jestem Laura- uśmiechnęłam się wyciągając rękę w stronę kobiety.
-Dagmara, bardzo mi miło- odpowiedziała ściskając moją dłoń.- Jesteś nową trenerką przygotowania fizycznego, dobrze pamiętam?- zapytała zamykając za mną drzwi.
-Tak. A co już się na mnie skarżyli?- zaśmiałam się.
-Żeby to raz. Ale nie przejmuj się, przywykną- odparła i również się zaśmiała.- Wchodź, zapraszam- dodała i obie weszłyśmy do salonu. Przeleciałam wzrokiem pomieszczenie, swoją drogą świetnie urządzone. Mój wzrok zatrzymał się na kanapie, na której siedzieli Karol z Olą. Dziewczyna mnie nie widziała, ponieważ była pogrążona w rozmowie z jakąś brunetką. Zaczęłam powoli podchodzić, przystawiając do ust palec, prosząc tym samym Karola i brunetkę, by nie zdradzali mojej obecności. Stanęłam za plecami Oli i położyłam dłonie na jej oczach.
-Karol nudzi ci się- jęknęła niezadowolona dziewczyna.
-Ale o co ci chodzi? Przecież ja cały czas siedzę obok ciebie- bronił się środkowy. W myślach przybiłam sobie piątkę. po czym pochyliłam się nad Olą i powiedziałam:
-Zgadnij kto to- zastanawiała się dokładnie pół sekundy, po czym poderwała się jak oparzona, obiegła kanapę i zaczęła mnie ściskać.
-Laura!- pisnęła szczęśliwa zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Jak ja tęskniłam- szepnęłam jej na ucho.
-Ja też. Okropnie- odpowiedziała również szeptem. Po chwili pociągnęła mnie na kanapę przedstawiając brunetkę, z którą wcześniej rozmawiała. Była to Paulina, żona Mariusza. Kilkanaście minut później znałam już wszystkie partnerki, bo zawodników nikt mi nie musiał przecież przedstawiać. Ogólna atmosfera była bardzo wesoła. Siedzieliśmy, pijąc wino oraz inne napoje wysokoprocentowe i tak po prostu rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. Po jakiejś godzinie Winiarski podgłośnił muzykę i zaczęły się dzikie tańce. Jak ja nie lubię tańców na domówkach. Zawsze, ale to zawsze kończą się one tym, że razem z Olą zaczynamy tańczyć na stole. Jeśli jest jeszcze Marta i Marcela, to nie ma mowy o tym, żebyśmy to odpuściły. Zaczęłam się śmiać. Nagle koło mnie usiadł Bednorz.
-Co cię tak rozśmieszyło?- zapytał z rozbrajającym uśmiechem na twarzy.
-Obiecasz mi coś?- zapytałam cały czas śmiejąc się ze swoich myśli.
-Co takiego?- spytał wyglądając na zaskoczonego.
*************
Zapraszam do czytania i komentowania <3
Buziaki, Dream <3
-Tak?- odebrałam.
-Cześć- usłyszałam znajomy głos. Kto to jest? Myśl Laura.
-Przedstaw się nieznajomy, bo nie potrafię zgadnąć kim jesteś- zaśmiałam się, na co zawtórował mi mój rozmówca.
-Bartek- odparł lekko.
-A Kurek. Faktycznie. Mogłam się domyśleć. Dobra, co byś chciał?
-Są dwie sprawy- odparł, a nie słysząc z mojej strony żadnej odpowiedzi kontynuował- Po pierwsze przepraszam za moje zachowanie na treningu, ale miałem rano bardzo nieprzyjemną rozmowę.
-Nie, spoko. Nic się nie stało- uśmiechnęłam się do telefonu, chociaż wiedziałam, że on tego nie widzi.-A druga sprawa?
-Otóż plany na dzisiejszy wieczór wyglądają tak: jako, że Blain dał jutro wszystkim wolny dzień to każdy na imprezę ochoczo się zgodził. Nie idziemy do żadnego klubu, tylko do Winiarskich. Od razu zastrzegam, że imprezy u Michała kończą się nocowaniem u niego, więc weź jakąś piżamę, szczoteczkę, czy co ty tam potrzebujesz. No i przypadł ci zaszczyt, że to ze mną jedziesz- powiedział ostatnie zdanie, a ja mogę zagwarantować, że miał banana na twarzy.
-No to świetnie. Jakieś wytyczne co do stroju?
-Sukienka, spódniczka, spodnie, nago. Jak ci wygodnie. Z doświadczenia wiem, że dziewczyny zawsze ubierają kiecki- odparł.
-Okey, dzięki za pomoc. O której będziesz?
-Jest szesnasta, mamy być na dziewiętnastą. Zgarynamy jeszcze paru chłopaków, więc tak przed wpół do siódmej powinienem być- odpowiedział.
-Dobra, daj mi znać, jak będziesz pod blokiem.
-Mieszkam cztery bloki dalej, więc dam znać jak będę wychodził- zaśmiał się.
-Serio mieszkasz tak blisko?- zapytałam zszokowana.
-Serio, serio. Jak byś czegoś potrzebowała to możesz wpaść. Dobra, nie przeszkadzam ci. Do zobaczenia.
-Pa, dzięki za informację- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Odłożyłam telefon i ruszyłam do szafy. Bez zastanowienia wyciągnęłam ciemnogranatową sukienkę. Jest ona rozkloszowana, ładnie się układa, a w pasie ma przewiązaną szeroką, czarną wstążkę. Do tego wytargałam czarną narzutkę, którą zostawiłam na łóżku. Ruszyłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, zakręciłam włosy, umalowałam się znacznie mocniej niż zazwyczaj podkreślając moje oczy. Założyłam sukienkę i byłam prawie gotowa. Wytargałam czarne, dwunastocentymetrowe szpilki. Ale Lara, ubierzesz je przed wyjściem, jeszcze za szybko. W końcu masz w nich wytrzymać cały wieczór. Zgodziłam się z moimi myślami i wzięłam torebkę wrzucając do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Byłam już gotowa. Spojrzałam na zegar i stwierdziłam, że za kilka minut powinien pojawić się Bartek. Założyłam więc narzutkę i buty, a po chwili odezwał się mój telefon.
-Jesteś?- zapytałam Bartka.
-Czekam- odpowiedział i zakończył połączenie. Chwyciłam więc torebkę i zamykając za sobą drzwi wyszłam z bloku. Bartek stał oparty o samochód. Zagwizdał, gdy mnie zobaczył, a ja prychnęłam niezadowolona i powiedziałam:
-Kolego, nie jestem psem, żebyś na mnie gwizdał.
-Wybacz. Ślicznie wyglądasz- uśmiechnął się.
-A dziękuję bardzo- odpowiedziałam. Kurek otworzył mi drzwi od strony pasażera, usiadłam i spojrzałam pytająco na siatkarza, który usiadł za kierownicą.
-Co?- zapytał widząc moją minę.
-Kogo jeszcze zabieramy?
-Nico i Srećko- odparł. Zaczęłam grzebać przy odtwarzaczu, a Kurek zironizował- Jasne, nie krępuj się.
-Wiem, nie musiałeś przypominać- zaśmiałam się i włączyłam piosenkę Paluch- "Bez strachu".
-Naprawdę podoba mi się twój gust muzyczny- powiedział chłopak z uznaniem i razem ze mną zaczął śpiewać refren.
-A ja się cieszę, kiedy nie jadąc swoim samochodem i tak słucham ulubionej muzyki- odparłam, kiedy refren się skończył.
-Bardzo się cieszę- zaśmiał się, zaparkował pod jednym z bloków i wyciągnął telefon.- Czekamy- powiedział do słuchawki. Po kilku minutach pojawił się Srećko.
-Cześć- powiedział łamaną polszczyzną gramoląc się na siedzenie za Bartkiem.
-Hej- odpowiedzieliśmy jednocześnie. Muszę przyznać, że obaj siatkarze świetnie wyglądają. Obaj mają ubrane ciemne spodnie, Bartek ma jasnoniebieską koszulę, a Srećko białą. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się pod kolejnym blokiem. Bartek wyciągał już telefon, ale schował go widząc wychodzącego z bloku Argentyńczyka. Nico miał ubrane czarne spodnie i czarną koszulę, a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Usiadł na siedzeniu za mną i przywitał się z nami krótkim "cześć". Kurek ruszył do domu Winiarskiego, a ja zaczęłam znowu grzebać przy odtwarzaczu. Westchnęłam widząc, że nie ma nic ciekawego. Bartek uśmiechnął się głupio pod nosem, kliknął jeszcze dwa razy i włączył "OKO" Palucha. Spojrzałam na niego zaskoczona i szeroko się uśmiechnęłam. Zaczęłam śpiewać, a kiedy usłyszałam komunikat od kierowcy:
-Zaraz będziemy- spojrzałam w lusterko i krytycznie oceniając swój wygląd, stwierdziłam, że wyglądam świetnie. Kurek zatrzymał samochód, a my zaczęliśmy wysiadać. Chwyciłam torebkę i chciałam otworzyć drzwi, jednak wyprzedził mnie Nico. Uśmiechnęłam się do rozgrywającego i wysiadłam. Nagle niesamowicie mną zachwiało. Kurwa, co się dzieje? No wypierdolę się. Już czułam moją twarz spotykającą się z kamienistym podłożem przed domem Winiarskiego. Jednak zamiast tego poczułam silne ramiona, które w ostatniej chwili złapały mnie w pasie. Nicolas postawił mnie do pionu i zapytał:
-Wszystko w porządku?- jejuś, dziękuję ci za siatkarski refleks tego człowieka. Ładnie się uśmiechnęłam i powiedziałam:
-Tak, tak. Dziękuję ci bardzo. A i przypomnijcie mi, żebym wypomniała Miśkowi ten cholerny podjazd- zakończyłam ze śmiechem, co spowodowało również rozbawienie u moich towarzyszy podróży. Ruszyliśmy do wejścia do domu Winiarskich. Otworzyła nam brunetka ubrana w czarną spódniczkę i koszulę khaki.
-Hej Daga- powiedział Bartek i uściskał kobietę.
-Cześć- odpowiedziała i uśmiechnęła się. Nico i Srećko również się przywitali, po czym weszli do środka zostawiając mnie sam na sam z niejaką Dagmarą. Obstawiam, że to pani domu. Lara, pamiętaj, żeby udusić Kurka, w końcu to on cię tu przywiózł.
-Hej, jestem Laura- uśmiechnęłam się wyciągając rękę w stronę kobiety.
-Dagmara, bardzo mi miło- odpowiedziała ściskając moją dłoń.- Jesteś nową trenerką przygotowania fizycznego, dobrze pamiętam?- zapytała zamykając za mną drzwi.
-Tak. A co już się na mnie skarżyli?- zaśmiałam się.
-Żeby to raz. Ale nie przejmuj się, przywykną- odparła i również się zaśmiała.- Wchodź, zapraszam- dodała i obie weszłyśmy do salonu. Przeleciałam wzrokiem pomieszczenie, swoją drogą świetnie urządzone. Mój wzrok zatrzymał się na kanapie, na której siedzieli Karol z Olą. Dziewczyna mnie nie widziała, ponieważ była pogrążona w rozmowie z jakąś brunetką. Zaczęłam powoli podchodzić, przystawiając do ust palec, prosząc tym samym Karola i brunetkę, by nie zdradzali mojej obecności. Stanęłam za plecami Oli i położyłam dłonie na jej oczach.
-Karol nudzi ci się- jęknęła niezadowolona dziewczyna.
-Ale o co ci chodzi? Przecież ja cały czas siedzę obok ciebie- bronił się środkowy. W myślach przybiłam sobie piątkę. po czym pochyliłam się nad Olą i powiedziałam:
-Zgadnij kto to- zastanawiała się dokładnie pół sekundy, po czym poderwała się jak oparzona, obiegła kanapę i zaczęła mnie ściskać.
-Laura!- pisnęła szczęśliwa zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Jak ja tęskniłam- szepnęłam jej na ucho.
-Ja też. Okropnie- odpowiedziała również szeptem. Po chwili pociągnęła mnie na kanapę przedstawiając brunetkę, z którą wcześniej rozmawiała. Była to Paulina, żona Mariusza. Kilkanaście minut później znałam już wszystkie partnerki, bo zawodników nikt mi nie musiał przecież przedstawiać. Ogólna atmosfera była bardzo wesoła. Siedzieliśmy, pijąc wino oraz inne napoje wysokoprocentowe i tak po prostu rozmawialiśmy. O wszystkim i o niczym. Po jakiejś godzinie Winiarski podgłośnił muzykę i zaczęły się dzikie tańce. Jak ja nie lubię tańców na domówkach. Zawsze, ale to zawsze kończą się one tym, że razem z Olą zaczynamy tańczyć na stole. Jeśli jest jeszcze Marta i Marcela, to nie ma mowy o tym, żebyśmy to odpuściły. Zaczęłam się śmiać. Nagle koło mnie usiadł Bednorz.
-Co cię tak rozśmieszyło?- zapytał z rozbrajającym uśmiechem na twarzy.
-Obiecasz mi coś?- zapytałam cały czas śmiejąc się ze swoich myśli.
-Co takiego?- spytał wyglądając na zaskoczonego.
*************
Zapraszam do czytania i komentowania <3
Buziaki, Dream <3
piątek, 21 kwietnia 2017
Rozdział 11
Chciałam podłączyć się pod głośnik, gdy usłyszałam pełne podziwu mruknięcie. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam... Trenera Blaina.
-Dzień dobry- powiedział łamaną polszczyzną.
-Dzień dobry. Jeżeli to panu ułatwi, to możemy rozmawiać po angielsku- uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jeśli to nie problem. Mój polski pozostawia wiele do życzenia.
-Polski to trudny język- uśmiechnęłam się. Rozmawiam z Blainem! Tak na luzie! Boże, dziękuję! Radość rozpierała mnie od środka, a na twarzy miałam tylko delikatny uśmiech.
-Niestety. A tak właściwie to gratuluję- uśmiechnął się, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Czego gratuluje mi ten francuz?
-A czego jeśli można wiedzieć- zapytałam, ponieważ byłam kompletnie zdezorientowana.
-Podejścia do chłopaków. W większości jesteś od nich młodsza, lub w podobnym wieku. A mimo wszystko zyskałaś ich szacunek. Słuchają cię i szanują twoje zdanie- powiedział, a mnie wryło. To jest drugi trening, gość widzi mnie pierwszy raz i od razu takie wnioski? Wow. Jestem w szoku i to nie małym.
-Wydaje mi się, że nieco pan przesadza- odparłam dość cicho.
-Nie. Uwierz mi, że nie. Znam ich trochę i to widać na pierwszy rzut oka. Ale nie przyszedłem tutaj o tym rozmawiać- powiedział i zaczęliśmy rozmawiać na temat wszystkich zawodników. Na dłużej nasz temat zatrzymał się przy Winiarskim. Po dłuższej rozmowie z trenerem i przeanalizowaniu listy ćwiczeń Michała postanowiłam ją zmodyfikować.
-Nie zwróciłam na to uwagi, ma pan rację- powiedziałam i zmieniłam jeden z punktów.
-Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz. Nie robię tego, żeby podciąć ci skrzydła, ale żeby ci pomóc.
-Wiem i bardzo za to dziękuję- uśmiechnęłam się. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym trener wyszedł z siłowni, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie i podeszłam do Miśka. Ten kiedy zobaczył, że kieruję się w jego stronę głęboko westchnął. Rzuciłam mu pytające spojrzenie a ten powiedział:
-Tak myślałem, że u mnie będzie najwięcej zmian.
-Uff, to dobrze. Już myślałam, że mnie nie lubisz- zaśmiałam się.
-A ciebie da się nie lubić? Nawet Kurka do siebie przekonałaś, a to jest nie lada wyczyn.
-Powiedzmy, że mam swoje sposoby- uśmiechnęłam się.- Ale tym razem nie przyszłam do ciebie na przyjacielskie pogaduszki tylko na ważniejsze tematy- powiedziałam i zaczęłam omawiać z nim zmiany, które ustaliłam z Blainem. Michał był zadowolony i wszystko zatwierdził, a ja skierowałam się do Bartka. Kurek właśnie robił piąty kilometr na bieżni ze słuchawkami w uszach. Nie zauważył mnie, więc delikatnie szturnęłam jego ramię.
-Przeszkadzasz mi- powiedział nie wyciągając słuchawek. O nie kolego, tak się bawić nie będziemy. Wyrwałam mu słuchawki z uszu i patrząc prosto w oczy odparłam:
-Posłuchaj mam zamiar porozmawiać o twoich ćwiczeniach, więc z łaski swojej przestań gwiazdorzyć- miałam cały czas wredny uśmiech na twarzy. Kurek westchnął, ale się zatrzymał, wyłączył muzykę i spojrzał na mnie wyczekująco. Przedstawiłam mu wszystkie zmiany, które wprowadziłam razem z trenerem.
-Tylko tyle?- zapytał gdy skończyłam.
-Ciesz się, że ci o tym powiedziałam, a nie wprowadziłam zmian bez informowania. Doskonale wiesz jak to by się mogło skończyć- stwierdziłam z maską irytującej obojętności i podeszłam do Wlazłego.
-Co za zmiany dla mnie masz?- zapytał.
-Jako jedyny nie wzdychałeś ani nie stroiłeś fochów- uśmiechnęłam się szeroko.
-Często humor zmienia ci się jak w kalejdoskopie?- spytał patrząc na mnie zaskoczony.
-Jestem kobietą- odparłam. Klasyk, ale to jest odpowiedź na wszystkie pytania, heloł!
-Racja. Wybacz, ale jesteś tak równą babką, że wszyscy traktujemy cię tutaj jak swoją- uśmiechnął się.
-To chyba dobrze?
-Świetnie- odparł. Zaznajomiłam go z wszelkimi zmianami i usiadłam na jednej z ławek. Po kilku minutach widziałam, że chłopaki już skończyli.
-Panowie!- krzyknęłam.- Możecie na chwilę?- zapytałam, a po chwili wokół mnie zebrało się spore stadko. Kurde, jak tak dalej pójdzie to nabawię się kompleksów związanych ze wzrostem.- Jak pewnie widzieliście rozmawiałam z Blainem. Wprowadziliśmy niewielkie zmiany w waszych rozpiskach treningowych. O tych największych już poinformowałam. Reszta jest raczej czysto detaliczna, więc nie będę zabierać wam czasu.
-Ja jestem gotów oddać ci całe życie- powiedział Nico po hiszpańsku.
-Nie wiesz co mówisz człowieku. Nie masz pojęcia- odpowiedziałam również się śmiejąc. Przechodząc płynnie na polski powiedziałam do wszystkich- To chyba tyle odnośnie zmian i prowadzonych przeze mnie treningów. Na dzisiaj koniec. Do zobaczenia.
-Cześć!- powiedzieli chórem i zaczęli wychodzić z siłowni. Zebrałam wszystkie kartki i ruszyłam do mojego gabinetu. Przebrałam się i ruszyłam do wyjścia. Kiedy stanęłam przed drzwiami szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia.
-Cholera!- przeklęłam.
-Co jest?- zapytał Wlazły, wychodząc razem z Winiarskim, Bednorzem, Szalpukiem, Kłosem i Piechockim.
-Pada- jęknęłam niezadowolona.
-I co w związku z tym?- zapytał niewiele rozumiejący Mariusz.
-Nie wzięłam nawet głupiej bluzy- odparłam niezadowolona.
-To jest ten twój problem?- zapytał Bednorz, a ja pokiwałam energicznie głową.- Kobiety- mruknął i rzucił czymś we mnie. Zwinnie złapałam spory kawałek materiału, który, jak szybko się okazało był bluzą chłopaka.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.
-Właśnie sobie przypomniałem, że jestem pieszo- westchnął Kacper.
-O matko, ja też!- zaczął lamentować Kłos. Oprócz nich spacer na halę zrobili sobie również Bednorz i Szalpuk.
-Dobra panowie, podrzucę was- zaproponowałam.
-Kochana- ucieszył się Karol. Wciągnęłam bluzę Bartka, ubrałam na głowę kaptur, wcześniej związując włosy i jako pierwsza wybiegłam z hali, wrzuciłam torbę do bagażnika i wsiadłam za kierownicą. Po chwili na siedzeniu obok siedział Kłos, a z tyłu reszta chłopaków.
-Świetnie. Z przodu usiadł pilot. Panowie, do którego jest najbliżej?- zapytałam. Okazało się, że najbliżej ma Artur. Wysadziłam go praktycznie pod drzwiami od klatki. Chłopak zabrał swoją torbę i wszedł do bloku wcześniej nam machając. Następnie odwoziłam Kacpra.
-Ej, a co powiecie na wypad na imprezę? Dziś wieczorem?- zaproponował Karol.
-Jestem za!- krzyknęłam pierwsza i szeroko się uśmiechnęłam.- Zaczynacie ryć mi banię, muszę się napić.
-Też chętnie gdzieś wyskoczę- powiedział Kacper.
-Ja też- dodał Bednorz.
-To ja obdzwonię chłopaków. Lauruś, kochanie, po ciebie ktoś przyjedzie, bo się jeszcze zgubisz w tym wielkim Bełchatowie- pogłaskał mnie po głowie Karol.
-Dla mnie to lepiej. Teraz na pewno piję- uśmiechnęłam się i zatrzymałam pod blokiem Kacpra. Młody Piechocki szybko się z nami pożegnał i ruszył do wejścia do mieszkania.
-Cwaniara. Teraz w prawo- odezwał się Karol.- W lewo- rzucił po trzech minutach. Nagle niesamowicie się ożywił i oderwał od telefonu, w którym cały czas coś pisał.- Opowiem wam kawał!
-Drżę z podniecenia- zironizowałam. Kawały Kłosa mają to do siebie, że zazwyczaj są niesamowicie suche.
-Wiecie jak by wyglądała nawigacja, gdyby głos podkładała Ewa Chodakowska?- zapytał, a ja i Bartek przecząco pokręciliśmy głowami. Zatrzymałam się na światłach, a Karol dokończył.- Za sto metrów skręć w prawo. Brawo! Jeszcze trochę! Świetnie ci idzie! Jestem z ciebie dumna! Dasz radę!- parsknęłam śmiechem razem z Bednorzem.
-Dobra, to ci się udało- powiedziałam z uznaniem, a Kłos niesamowicie się ucieszył. Wysadziłam Bartka pod blokiem, odwiozłam Karola i ruszyłam do supermarketu na szybkie zakupy. Po nich wróciłam do domu, zjadłam naleśniki na obiad i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że cały czas mam na sobie bluzę Bartka. Chwyciłam jej fragment i powąchałam. Pachniała świetnymi perfumami chłopaka. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
********************
Witam! Moja wena wróciła.
Buziole, Dream <3 :*
-Dzień dobry- powiedział łamaną polszczyzną.
-Dzień dobry. Jeżeli to panu ułatwi, to możemy rozmawiać po angielsku- uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jeśli to nie problem. Mój polski pozostawia wiele do życzenia.
-Polski to trudny język- uśmiechnęłam się. Rozmawiam z Blainem! Tak na luzie! Boże, dziękuję! Radość rozpierała mnie od środka, a na twarzy miałam tylko delikatny uśmiech.
-Niestety. A tak właściwie to gratuluję- uśmiechnął się, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Czego gratuluje mi ten francuz?
-A czego jeśli można wiedzieć- zapytałam, ponieważ byłam kompletnie zdezorientowana.
-Podejścia do chłopaków. W większości jesteś od nich młodsza, lub w podobnym wieku. A mimo wszystko zyskałaś ich szacunek. Słuchają cię i szanują twoje zdanie- powiedział, a mnie wryło. To jest drugi trening, gość widzi mnie pierwszy raz i od razu takie wnioski? Wow. Jestem w szoku i to nie małym.
-Wydaje mi się, że nieco pan przesadza- odparłam dość cicho.
-Nie. Uwierz mi, że nie. Znam ich trochę i to widać na pierwszy rzut oka. Ale nie przyszedłem tutaj o tym rozmawiać- powiedział i zaczęliśmy rozmawiać na temat wszystkich zawodników. Na dłużej nasz temat zatrzymał się przy Winiarskim. Po dłuższej rozmowie z trenerem i przeanalizowaniu listy ćwiczeń Michała postanowiłam ją zmodyfikować.
-Nie zwróciłam na to uwagi, ma pan rację- powiedziałam i zmieniłam jeden z punktów.
-Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz. Nie robię tego, żeby podciąć ci skrzydła, ale żeby ci pomóc.
-Wiem i bardzo za to dziękuję- uśmiechnęłam się. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym trener wyszedł z siłowni, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie i podeszłam do Miśka. Ten kiedy zobaczył, że kieruję się w jego stronę głęboko westchnął. Rzuciłam mu pytające spojrzenie a ten powiedział:
-Tak myślałem, że u mnie będzie najwięcej zmian.
-Uff, to dobrze. Już myślałam, że mnie nie lubisz- zaśmiałam się.
-A ciebie da się nie lubić? Nawet Kurka do siebie przekonałaś, a to jest nie lada wyczyn.
-Powiedzmy, że mam swoje sposoby- uśmiechnęłam się.- Ale tym razem nie przyszłam do ciebie na przyjacielskie pogaduszki tylko na ważniejsze tematy- powiedziałam i zaczęłam omawiać z nim zmiany, które ustaliłam z Blainem. Michał był zadowolony i wszystko zatwierdził, a ja skierowałam się do Bartka. Kurek właśnie robił piąty kilometr na bieżni ze słuchawkami w uszach. Nie zauważył mnie, więc delikatnie szturnęłam jego ramię.
-Przeszkadzasz mi- powiedział nie wyciągając słuchawek. O nie kolego, tak się bawić nie będziemy. Wyrwałam mu słuchawki z uszu i patrząc prosto w oczy odparłam:
-Posłuchaj mam zamiar porozmawiać o twoich ćwiczeniach, więc z łaski swojej przestań gwiazdorzyć- miałam cały czas wredny uśmiech na twarzy. Kurek westchnął, ale się zatrzymał, wyłączył muzykę i spojrzał na mnie wyczekująco. Przedstawiłam mu wszystkie zmiany, które wprowadziłam razem z trenerem.
-Tylko tyle?- zapytał gdy skończyłam.
-Ciesz się, że ci o tym powiedziałam, a nie wprowadziłam zmian bez informowania. Doskonale wiesz jak to by się mogło skończyć- stwierdziłam z maską irytującej obojętności i podeszłam do Wlazłego.
-Co za zmiany dla mnie masz?- zapytał.
-Jako jedyny nie wzdychałeś ani nie stroiłeś fochów- uśmiechnęłam się szeroko.
-Często humor zmienia ci się jak w kalejdoskopie?- spytał patrząc na mnie zaskoczony.
-Jestem kobietą- odparłam. Klasyk, ale to jest odpowiedź na wszystkie pytania, heloł!
-Racja. Wybacz, ale jesteś tak równą babką, że wszyscy traktujemy cię tutaj jak swoją- uśmiechnął się.
-To chyba dobrze?
-Świetnie- odparł. Zaznajomiłam go z wszelkimi zmianami i usiadłam na jednej z ławek. Po kilku minutach widziałam, że chłopaki już skończyli.
-Panowie!- krzyknęłam.- Możecie na chwilę?- zapytałam, a po chwili wokół mnie zebrało się spore stadko. Kurde, jak tak dalej pójdzie to nabawię się kompleksów związanych ze wzrostem.- Jak pewnie widzieliście rozmawiałam z Blainem. Wprowadziliśmy niewielkie zmiany w waszych rozpiskach treningowych. O tych największych już poinformowałam. Reszta jest raczej czysto detaliczna, więc nie będę zabierać wam czasu.
-Ja jestem gotów oddać ci całe życie- powiedział Nico po hiszpańsku.
-Nie wiesz co mówisz człowieku. Nie masz pojęcia- odpowiedziałam również się śmiejąc. Przechodząc płynnie na polski powiedziałam do wszystkich- To chyba tyle odnośnie zmian i prowadzonych przeze mnie treningów. Na dzisiaj koniec. Do zobaczenia.
-Cześć!- powiedzieli chórem i zaczęli wychodzić z siłowni. Zebrałam wszystkie kartki i ruszyłam do mojego gabinetu. Przebrałam się i ruszyłam do wyjścia. Kiedy stanęłam przed drzwiami szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia.
-Cholera!- przeklęłam.
-Co jest?- zapytał Wlazły, wychodząc razem z Winiarskim, Bednorzem, Szalpukiem, Kłosem i Piechockim.
-Pada- jęknęłam niezadowolona.
-I co w związku z tym?- zapytał niewiele rozumiejący Mariusz.
-Nie wzięłam nawet głupiej bluzy- odparłam niezadowolona.
-To jest ten twój problem?- zapytał Bednorz, a ja pokiwałam energicznie głową.- Kobiety- mruknął i rzucił czymś we mnie. Zwinnie złapałam spory kawałek materiału, który, jak szybko się okazało był bluzą chłopaka.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.
-Właśnie sobie przypomniałem, że jestem pieszo- westchnął Kacper.
-O matko, ja też!- zaczął lamentować Kłos. Oprócz nich spacer na halę zrobili sobie również Bednorz i Szalpuk.
-Dobra panowie, podrzucę was- zaproponowałam.
-Kochana- ucieszył się Karol. Wciągnęłam bluzę Bartka, ubrałam na głowę kaptur, wcześniej związując włosy i jako pierwsza wybiegłam z hali, wrzuciłam torbę do bagażnika i wsiadłam za kierownicą. Po chwili na siedzeniu obok siedział Kłos, a z tyłu reszta chłopaków.
-Świetnie. Z przodu usiadł pilot. Panowie, do którego jest najbliżej?- zapytałam. Okazało się, że najbliżej ma Artur. Wysadziłam go praktycznie pod drzwiami od klatki. Chłopak zabrał swoją torbę i wszedł do bloku wcześniej nam machając. Następnie odwoziłam Kacpra.
-Ej, a co powiecie na wypad na imprezę? Dziś wieczorem?- zaproponował Karol.
-Jestem za!- krzyknęłam pierwsza i szeroko się uśmiechnęłam.- Zaczynacie ryć mi banię, muszę się napić.
-Też chętnie gdzieś wyskoczę- powiedział Kacper.
-Ja też- dodał Bednorz.
-To ja obdzwonię chłopaków. Lauruś, kochanie, po ciebie ktoś przyjedzie, bo się jeszcze zgubisz w tym wielkim Bełchatowie- pogłaskał mnie po głowie Karol.
-Dla mnie to lepiej. Teraz na pewno piję- uśmiechnęłam się i zatrzymałam pod blokiem Kacpra. Młody Piechocki szybko się z nami pożegnał i ruszył do wejścia do mieszkania.
-Cwaniara. Teraz w prawo- odezwał się Karol.- W lewo- rzucił po trzech minutach. Nagle niesamowicie się ożywił i oderwał od telefonu, w którym cały czas coś pisał.- Opowiem wam kawał!
-Drżę z podniecenia- zironizowałam. Kawały Kłosa mają to do siebie, że zazwyczaj są niesamowicie suche.
-Wiecie jak by wyglądała nawigacja, gdyby głos podkładała Ewa Chodakowska?- zapytał, a ja i Bartek przecząco pokręciliśmy głowami. Zatrzymałam się na światłach, a Karol dokończył.- Za sto metrów skręć w prawo. Brawo! Jeszcze trochę! Świetnie ci idzie! Jestem z ciebie dumna! Dasz radę!- parsknęłam śmiechem razem z Bednorzem.
-Dobra, to ci się udało- powiedziałam z uznaniem, a Kłos niesamowicie się ucieszył. Wysadziłam Bartka pod blokiem, odwiozłam Karola i ruszyłam do supermarketu na szybkie zakupy. Po nich wróciłam do domu, zjadłam naleśniki na obiad i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że cały czas mam na sobie bluzę Bartka. Chwyciłam jej fragment i powąchałam. Pachniała świetnymi perfumami chłopaka. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
********************
Witam! Moja wena wróciła.
Buziole, Dream <3 :*
sobota, 15 kwietnia 2017
Rzodział 10
PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI POD ROZDZIAŁEM !!!
Rozdział dedykowany Black.
-Trafiłaś na dupka- bardziej stwierdził niż zapytał.
-Niestety- westchnęłam i poczułam łzy w kącikach oczu. Nie będziesz ryczeć, Laura.- Ale nie chcę o tym mówić.
-Rozumiem- stwierdził i tak po prostu mnie przytulił. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej i milczałam. Było mi dobrze. Miałam przy sobie świetnego faceta, który... STOP! Laura, nie zaczynaj znowu. Nie możesz nic do niego poczuć. Po prostu nie możesz. Ale mimo wszystko jest mi dobrze. Jak wiadomo, czas nie chuj, nie stanie i już po chwili musiałam odsunąć się od Bartka. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym przyjmujący opuścił moje mieszkanie. Czułam, że nie wytrzymam, że muszę z kimś pogadać. Marta i Marcela odpadają. Mikołaj! Chwyciłam telefon i wybrałam numer brata.
-Cześć Lulu!- odebrał szczęśliwy. Tylko on mówi do mnie Lulu, nikomu innemu na to nie pozwalam.
-Hej Miko- powiedziałam.
-Co się stało?- zapytał. I w tym momencie pożałowałam, że do niego zadzwoniłam. Tak bardzo pożałowałam. Przecież on, on się wścieknie jeżeli dowie się, że kolejny facet zaczyna topić lód w moim sercu i mościć sobie w nim gniazdko.
-Nie powinnam przyjeżdżać do Bełchatowa- powiedziałam.
-Dlaczego?- wyczuwałam nutkę irytacji w jego głosie.
-Przepraszam-szepnęłam i się rozłączyłam. Mój telefon dzwonił non stop. Mikołaj cały czas próbował się ze mną skontaktować. Olałam to. Stwierdziłam, że popełniłam błąd dzwoniąc do niego. Poszłam do kuchni po lody truskawkowe i usadowiłam się przed telewizorem. Wpatrywałam się w ekran, gdy nagle ktoś gwałtownie zaczął dobijać się do mojego mieszkania. Poderwałam się przestraszona i podeszłam do drzwi najciszej jak potrafiłam. Boże, a jak to włamywacz?! Albo gwałciciel?!
-Laura otwórz!- usłyszałam znajomy głos. Zajrzałam przez wizjer i zobaczyłam...
-Karol? Co ty tu robisz?!
*perspektywa Karola*
Siedziałem spokojnie z Olą w salonie i oglądaliśmy jakiś nieciekawy film, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na ekran urządzenia i zobaczyłem numer, z którym bardzo długo się nie kontaktowałem.
-Cześć Mikołaj!- odebrałem szczęśliwy. Z bratem Lary zawsze dobrze się dogadywałem, ale po moim wyjeździe z Warszawy kontakt się urwał.
-Cześć Karol. Słuchaj, wiem że długi czas nie mięliśmy kontaktu, ale mam do ciebie ogromną prośbę. Chodzi o Laurę- gdy usłyszałem imię przyjaciółki wyprostowałem się jak struna.
-Mów- poleciłem w napięciu czekając, co mi powie.
-Mógłbyś do niej pojechać i sprawdzić czy wszystko jest w porządku? Zadzwoniła do mnie, po jej głosie od razu poznałem, że coś jest nie tak. Powiedziała mi, że nie powinna przyjeżdżać do Bełchatowa,, a kiedy chciałem dowiedzieć się czegoś więcej to przeprosiła i się rozłączyła. A teraz nie odbiera. Wiem, że może niepotrzebnie panikuję, ale wiesz co było parę lat temu, nie chcę mieć powtórki z rozrywki. Ojciec nie przeżyje drugiego zawału.
-Doskonale wiesz, że wtedy to był wypadek- warknąłem. To był temat tabu, nikt ze znajomych nie miał prawa go poruszać.
-Pojedziesz do niej?
-Oczywiście. Dam ci znać- powiedziałem i się rozłączyłem.- Ola, muszę jechać.
-Coś się stało- stwierdziła.
-Chodzi o Laurę. Wyjaśnię ci wszystko jak wrócę- pocałowałem ją w czoło i już byłem w korytarzu wciągając buty na nogi. W rekordowym tempie zbiegłem po schodach i wskoczyłem do auta. Jechałem jak wariat po pustych ulicach Bełchatowa. W myślach starałem się przekonać, że Laurze nic nie jest, ale mimo wszystko strach o przyjaciółkę mnie paraliżował. Podjechałem pod jej blok i wydawało mi się, że kątem oka dostrzegłem Bednorza w jednym z aut. Zignorowałem to jednak i najszybciej jak potrafiłem znalazłem się pod drzwiami do mieszkania Lary. Zacząłem się dobijać.
-Laura otwórz!- krzyknąłem. Dziewczyna otworzyła mi zaskoczona drzwi i zapytała:
-Karol? Co ty tu robisz?!
-Nic ci nie jest!- ucieszyłem się i zacząłem ją ściskać.
-Mogę wiedzieć co tu robisz? I dlaczego wciskasz ze mnie życie?- zapytała zdenerwowana.
-Mogę wejść?
-Zapraszam- powiedziała, a kiedy siedzieliśmy już w salonie spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Wyjaśniłem jej wszystko od początku.
-Dlatego teraz grzecznie weźmiesz telefon i oddzwonisz do Mikołaja- dziewczyna warknęła zirytowana, ale chwyciła komórkę i wybrała numer brata.
-Tak, to ja Mikołaj.
-...
-Możesz na mnie nie krzyczeć?!
-...
-Przepraszam- na jej twarzy widziałem skruchę.
-...
-Nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam- chwila, czy ja widziałem w jej oku łzę czy mi się tylko przywidziało?
-...
-Dzięki Mikuś, dobranoc- zakończyła połączenie i opadła ciężko na kanapę.- Przepraszam, że napędziłam wam strachu.
-Nic się nie stało. Ale więcej tak nie rób!- pogroziłem jej palcem.
-Dobrze tatooooo- zaśmiała się. Posiedziałem u niej jeszcze chwilę, po czym pożegnałem się i wróciłem do siebie.
*perspektywa Laury*
Kiedy Karol opuścił moje mieszkanie, zamknęłam je na klucz i poszłam pod prysznic. Po pół godzinie wyszłam z pomieszczenia ubrana w za dużą koszulkę Mikusia. Wyłączyłam telewizor i wgramoliłam się pod kołdrę. Przytuliłam poduszkę wyobrażając sobie na jej miejscu pewnego przystojniaka. Morfeusz po kilku minutach zabrał mnie w swoje objęcia.
Rano budzik obudził mnie o siódmej. Wygramoliłam się z łózka, włączyłam kanał muzyczny w telewizorze i zaczęłam się szykować. Najpierw pyszna jajecznica ze szczypiorkiem, do tego bułka i kubek mleka. Po kilku minutach poszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Zaczęłam przeglądać ubrania. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam piękne Słońce. Wyciągnęłam krótkie, białe spodenki z wysokim stanem i bordową bluzkę. Do tego naciągnęłam białe trampki i byłam prawie gotowa. W łazience rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Skończyłam się szykować, spakowałam torbę, którą narzuciłam na ramię. Chwyciłam telefon, klucze od domu i kluczyki od samochodu i wyszłam z bloku zamykając drzwi. Wsiadłam do auta i ruszyłam pod Energię. Towarzyszyła mi piosenka Palucha "10/29". Na miejsce dotarłam szybko. Chwyciłam torbę i ruszyłam do gabinetu prezesa. Zapukałam, a po usłyszeniu zaproszenia weszłam do środka.
-O, Laura. Spodziewałem się ciebie. Siadaj- powiedział wskazując krzesło naprzeciw siebie.
-Dzień dobry- przywitałam się z uśmiechem i usiadłam na wskazanym miejscu.
-Wiesz pewnie dlaczego cię poprosiłem. Doskonale rozumiem twoją reakcję, bo fizjoterapeuta powinien cały czas być na sali, jednak to jak go okrzyczałaś nie leży w twoich obowiązkach. Chciałbym, abyś następnym razem nieco pohamowała swój, jak się już zorientowałem, cięty język. Mogę cię o to prosić?- wyglądał, jakby go ta cała sytuacja bawiła, a nie denerwowała. Miał minę podobną do mojego taty, gdy musiał mi prawić kazanie, choć był niemiłosiernie rozbawiony.
-Tak, oczywiście. To zrozumiałe.
-Świetnie. Nie wymagam, abyś przepraszała Tomka. Zrobisz co uważasz. A tak ogólnie jak ci się u nas podoba?- spytał ciepło się do mnie uśmiechając.
-Bardzo. Atmosfera jest świetna, chłopaki dobrze się dogadują, trochę marudzą, ale nie przesadnie- uśmiechnęłam się.
-To bardzo się cieszę. Trener Blain przyjdzie dzisiaj na twój trening, chce z tobą ustalić parę szczegółów. Myślę, że się na niego nie obrazisz- ten zwariował czy jak? Blain to świetny trener i to zaszczyt móc się od niego uczyć.
-Oczywiście, że nie. Będzie mi bardzo miło- uśmiechnęłam się.
-To wspaniale! Na razie to wszystko, możesz szykować się do treningu.
-Dziękuję bardzo, do widzenia.
-Do zobaczenia- powiedział prezes, a ja ruszyłam do swojego gabinetu się przebrać. Weszłam na siłownię i zobaczyłam... Czy ja mogę jednak zmienić tą pracę? Milczarek ganiał Kacpra, i ja naprawdę nie chcę wiedzieć dlaczego. Szalpuk wskoczył na plecy Bednorza i zaczęli biegać wokół sali. Nico i Srećko puszczali muzykę z głośnika, a to wszystko na snapa nagrywał Kłos. Spojrzałam na siedzących z boku Wlazłego, Winiarskiego i Kurka.
-Jedyni dorośli?- zapytałam z delikatnym uśmiechem.
-Poprawka. Jedyni dojrzali- poprawił mnie Wlazły.
-Racja- kiwnęłam głową i gwizdnęłam na palcach. Wyszło to tak głośno, że nawet głośnik się wyłączył. Uśmiechnęłam się kpiąco, bez słowa rozdałam kartki.- Do pracy- powiedziałam patrząc na nich wyczekująco.
-Jesteś zła?- zapytał Karol. Przejechałam po nich spojrzeniem i zaczęłam się śmiać.
-No co wy! Cieszę się, że czujecie się przy mnie tak swobodnie. Czyj jest głośnik?- zapytałam.
-Mój- powiedział Uriate.
-Na bluetooth?- upewniłam się wyciągając telefon, Argentyńczyk kiwnął głową. Chciałam podłączyć się pod głośnik, gdy usłyszałam pełne podziwu mruknięcie. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam...
**********************
Witam, witam!
Notka będzie długa, ale liczę, że przeczytacie.
Po 1. Wiem, że cholernie długo mnie tu nie było, ale miałam pewien zastój z którym nie potrafiłam sobie poradzić. Po prostu nie czułam najmniejszej chęci do pisania.
Po 2. Z tego miejsca uroczyście dziękuję mojej kochanej Black., która jednym pytaniem przypomniała mi, że są osoby, które na rozdział czekają i tym samym poczułam niesamowitą chęć i energię do pisania. Bardzo Ci dziękuję Kochana <3
Po 3. Bardzo Was proszę darowanie sobie komentarzy typu "Kiedy następny?" "Kiedy next?" itp. One wcale mi nie pomagają, bo czuję wtedy niesamowitą bezsilność i beznadziejność, bo nie potrafię nic napisać. Wiem, że to się kłóci, bo przecież Black. też mnie o to zapytała, ale uwierzcie mi, że przez stały kontakt jej słowa traktuję nieco inaczej. Mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi.
Po 4. i chyba najważniejsze a zarazem najgorsze... Michał Winiarski, genialny przyjmujący, reprezentant Polski oraz obecnie jeszcze Skry Bełchatów kończy karierę. Przyznam szczerze- popłakałam się jak małe dziecko. Dziękujemy Michale za wszystko <3 <3 <3
Po 5. Zastanawiam się nad założeniem podstrony, ale to jeszcze się okaże. Pojawiały by się tam one party oraz zapowiedzi nowych opowiadań. Co o tym myślicie?
To chyba tyle...
Buziaki, Dream <3
Rozdział dedykowany Black.
-Trafiłaś na dupka- bardziej stwierdził niż zapytał.
-Niestety- westchnęłam i poczułam łzy w kącikach oczu. Nie będziesz ryczeć, Laura.- Ale nie chcę o tym mówić.
-Rozumiem- stwierdził i tak po prostu mnie przytulił. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej i milczałam. Było mi dobrze. Miałam przy sobie świetnego faceta, który... STOP! Laura, nie zaczynaj znowu. Nie możesz nic do niego poczuć. Po prostu nie możesz. Ale mimo wszystko jest mi dobrze. Jak wiadomo, czas nie chuj, nie stanie i już po chwili musiałam odsunąć się od Bartka. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym przyjmujący opuścił moje mieszkanie. Czułam, że nie wytrzymam, że muszę z kimś pogadać. Marta i Marcela odpadają. Mikołaj! Chwyciłam telefon i wybrałam numer brata.
-Cześć Lulu!- odebrał szczęśliwy. Tylko on mówi do mnie Lulu, nikomu innemu na to nie pozwalam.
-Hej Miko- powiedziałam.
-Co się stało?- zapytał. I w tym momencie pożałowałam, że do niego zadzwoniłam. Tak bardzo pożałowałam. Przecież on, on się wścieknie jeżeli dowie się, że kolejny facet zaczyna topić lód w moim sercu i mościć sobie w nim gniazdko.
-Nie powinnam przyjeżdżać do Bełchatowa- powiedziałam.
-Dlaczego?- wyczuwałam nutkę irytacji w jego głosie.
-Przepraszam-szepnęłam i się rozłączyłam. Mój telefon dzwonił non stop. Mikołaj cały czas próbował się ze mną skontaktować. Olałam to. Stwierdziłam, że popełniłam błąd dzwoniąc do niego. Poszłam do kuchni po lody truskawkowe i usadowiłam się przed telewizorem. Wpatrywałam się w ekran, gdy nagle ktoś gwałtownie zaczął dobijać się do mojego mieszkania. Poderwałam się przestraszona i podeszłam do drzwi najciszej jak potrafiłam. Boże, a jak to włamywacz?! Albo gwałciciel?!
-Laura otwórz!- usłyszałam znajomy głos. Zajrzałam przez wizjer i zobaczyłam...
-Karol? Co ty tu robisz?!
*perspektywa Karola*
Siedziałem spokojnie z Olą w salonie i oglądaliśmy jakiś nieciekawy film, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na ekran urządzenia i zobaczyłem numer, z którym bardzo długo się nie kontaktowałem.
-Cześć Mikołaj!- odebrałem szczęśliwy. Z bratem Lary zawsze dobrze się dogadywałem, ale po moim wyjeździe z Warszawy kontakt się urwał.
-Cześć Karol. Słuchaj, wiem że długi czas nie mięliśmy kontaktu, ale mam do ciebie ogromną prośbę. Chodzi o Laurę- gdy usłyszałem imię przyjaciółki wyprostowałem się jak struna.
-Mów- poleciłem w napięciu czekając, co mi powie.
-Mógłbyś do niej pojechać i sprawdzić czy wszystko jest w porządku? Zadzwoniła do mnie, po jej głosie od razu poznałem, że coś jest nie tak. Powiedziała mi, że nie powinna przyjeżdżać do Bełchatowa,, a kiedy chciałem dowiedzieć się czegoś więcej to przeprosiła i się rozłączyła. A teraz nie odbiera. Wiem, że może niepotrzebnie panikuję, ale wiesz co było parę lat temu, nie chcę mieć powtórki z rozrywki. Ojciec nie przeżyje drugiego zawału.
-Doskonale wiesz, że wtedy to był wypadek- warknąłem. To był temat tabu, nikt ze znajomych nie miał prawa go poruszać.
-Pojedziesz do niej?
-Oczywiście. Dam ci znać- powiedziałem i się rozłączyłem.- Ola, muszę jechać.
-Coś się stało- stwierdziła.
-Chodzi o Laurę. Wyjaśnię ci wszystko jak wrócę- pocałowałem ją w czoło i już byłem w korytarzu wciągając buty na nogi. W rekordowym tempie zbiegłem po schodach i wskoczyłem do auta. Jechałem jak wariat po pustych ulicach Bełchatowa. W myślach starałem się przekonać, że Laurze nic nie jest, ale mimo wszystko strach o przyjaciółkę mnie paraliżował. Podjechałem pod jej blok i wydawało mi się, że kątem oka dostrzegłem Bednorza w jednym z aut. Zignorowałem to jednak i najszybciej jak potrafiłem znalazłem się pod drzwiami do mieszkania Lary. Zacząłem się dobijać.
-Laura otwórz!- krzyknąłem. Dziewczyna otworzyła mi zaskoczona drzwi i zapytała:
-Karol? Co ty tu robisz?!
-Nic ci nie jest!- ucieszyłem się i zacząłem ją ściskać.
-Mogę wiedzieć co tu robisz? I dlaczego wciskasz ze mnie życie?- zapytała zdenerwowana.
-Mogę wejść?
-Zapraszam- powiedziała, a kiedy siedzieliśmy już w salonie spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Wyjaśniłem jej wszystko od początku.
-Dlatego teraz grzecznie weźmiesz telefon i oddzwonisz do Mikołaja- dziewczyna warknęła zirytowana, ale chwyciła komórkę i wybrała numer brata.
-Tak, to ja Mikołaj.
-...
-Możesz na mnie nie krzyczeć?!
-...
-Przepraszam- na jej twarzy widziałem skruchę.
-...
-Nie chcę o tym rozmawiać, przepraszam- chwila, czy ja widziałem w jej oku łzę czy mi się tylko przywidziało?
-...
-Dzięki Mikuś, dobranoc- zakończyła połączenie i opadła ciężko na kanapę.- Przepraszam, że napędziłam wam strachu.
-Nic się nie stało. Ale więcej tak nie rób!- pogroziłem jej palcem.
-Dobrze tatooooo- zaśmiała się. Posiedziałem u niej jeszcze chwilę, po czym pożegnałem się i wróciłem do siebie.
*perspektywa Laury*
Kiedy Karol opuścił moje mieszkanie, zamknęłam je na klucz i poszłam pod prysznic. Po pół godzinie wyszłam z pomieszczenia ubrana w za dużą koszulkę Mikusia. Wyłączyłam telewizor i wgramoliłam się pod kołdrę. Przytuliłam poduszkę wyobrażając sobie na jej miejscu pewnego przystojniaka. Morfeusz po kilku minutach zabrał mnie w swoje objęcia.
Rano budzik obudził mnie o siódmej. Wygramoliłam się z łózka, włączyłam kanał muzyczny w telewizorze i zaczęłam się szykować. Najpierw pyszna jajecznica ze szczypiorkiem, do tego bułka i kubek mleka. Po kilku minutach poszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Zaczęłam przeglądać ubrania. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam piękne Słońce. Wyciągnęłam krótkie, białe spodenki z wysokim stanem i bordową bluzkę. Do tego naciągnęłam białe trampki i byłam prawie gotowa. W łazience rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Skończyłam się szykować, spakowałam torbę, którą narzuciłam na ramię. Chwyciłam telefon, klucze od domu i kluczyki od samochodu i wyszłam z bloku zamykając drzwi. Wsiadłam do auta i ruszyłam pod Energię. Towarzyszyła mi piosenka Palucha "10/29". Na miejsce dotarłam szybko. Chwyciłam torbę i ruszyłam do gabinetu prezesa. Zapukałam, a po usłyszeniu zaproszenia weszłam do środka.
-O, Laura. Spodziewałem się ciebie. Siadaj- powiedział wskazując krzesło naprzeciw siebie.
-Dzień dobry- przywitałam się z uśmiechem i usiadłam na wskazanym miejscu.
-Wiesz pewnie dlaczego cię poprosiłem. Doskonale rozumiem twoją reakcję, bo fizjoterapeuta powinien cały czas być na sali, jednak to jak go okrzyczałaś nie leży w twoich obowiązkach. Chciałbym, abyś następnym razem nieco pohamowała swój, jak się już zorientowałem, cięty język. Mogę cię o to prosić?- wyglądał, jakby go ta cała sytuacja bawiła, a nie denerwowała. Miał minę podobną do mojego taty, gdy musiał mi prawić kazanie, choć był niemiłosiernie rozbawiony.
-Tak, oczywiście. To zrozumiałe.
-Świetnie. Nie wymagam, abyś przepraszała Tomka. Zrobisz co uważasz. A tak ogólnie jak ci się u nas podoba?- spytał ciepło się do mnie uśmiechając.
-Bardzo. Atmosfera jest świetna, chłopaki dobrze się dogadują, trochę marudzą, ale nie przesadnie- uśmiechnęłam się.
-To bardzo się cieszę. Trener Blain przyjdzie dzisiaj na twój trening, chce z tobą ustalić parę szczegółów. Myślę, że się na niego nie obrazisz- ten zwariował czy jak? Blain to świetny trener i to zaszczyt móc się od niego uczyć.
-Oczywiście, że nie. Będzie mi bardzo miło- uśmiechnęłam się.
-To wspaniale! Na razie to wszystko, możesz szykować się do treningu.
-Dziękuję bardzo, do widzenia.
-Do zobaczenia- powiedział prezes, a ja ruszyłam do swojego gabinetu się przebrać. Weszłam na siłownię i zobaczyłam... Czy ja mogę jednak zmienić tą pracę? Milczarek ganiał Kacpra, i ja naprawdę nie chcę wiedzieć dlaczego. Szalpuk wskoczył na plecy Bednorza i zaczęli biegać wokół sali. Nico i Srećko puszczali muzykę z głośnika, a to wszystko na snapa nagrywał Kłos. Spojrzałam na siedzących z boku Wlazłego, Winiarskiego i Kurka.
-Jedyni dorośli?- zapytałam z delikatnym uśmiechem.
-Poprawka. Jedyni dojrzali- poprawił mnie Wlazły.
-Racja- kiwnęłam głową i gwizdnęłam na palcach. Wyszło to tak głośno, że nawet głośnik się wyłączył. Uśmiechnęłam się kpiąco, bez słowa rozdałam kartki.- Do pracy- powiedziałam patrząc na nich wyczekująco.
-Jesteś zła?- zapytał Karol. Przejechałam po nich spojrzeniem i zaczęłam się śmiać.
-No co wy! Cieszę się, że czujecie się przy mnie tak swobodnie. Czyj jest głośnik?- zapytałam.
-Mój- powiedział Uriate.
-Na bluetooth?- upewniłam się wyciągając telefon, Argentyńczyk kiwnął głową. Chciałam podłączyć się pod głośnik, gdy usłyszałam pełne podziwu mruknięcie. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam...
**********************
Witam, witam!
Notka będzie długa, ale liczę, że przeczytacie.
Po 1. Wiem, że cholernie długo mnie tu nie było, ale miałam pewien zastój z którym nie potrafiłam sobie poradzić. Po prostu nie czułam najmniejszej chęci do pisania.
Po 2. Z tego miejsca uroczyście dziękuję mojej kochanej Black., która jednym pytaniem przypomniała mi, że są osoby, które na rozdział czekają i tym samym poczułam niesamowitą chęć i energię do pisania. Bardzo Ci dziękuję Kochana <3
Po 3. Bardzo Was proszę darowanie sobie komentarzy typu "Kiedy następny?" "Kiedy next?" itp. One wcale mi nie pomagają, bo czuję wtedy niesamowitą bezsilność i beznadziejność, bo nie potrafię nic napisać. Wiem, że to się kłóci, bo przecież Black. też mnie o to zapytała, ale uwierzcie mi, że przez stały kontakt jej słowa traktuję nieco inaczej. Mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi.
Po 4. i chyba najważniejsze a zarazem najgorsze... Michał Winiarski, genialny przyjmujący, reprezentant Polski oraz obecnie jeszcze Skry Bełchatów kończy karierę. Przyznam szczerze- popłakałam się jak małe dziecko. Dziękujemy Michale za wszystko <3 <3 <3
Po 5. Zastanawiam się nad założeniem podstrony, ale to jeszcze się okaże. Pojawiały by się tam one party oraz zapowiedzi nowych opowiadań. Co o tym myślicie?
To chyba tyle...
Buziaki, Dream <3
sobota, 18 marca 2017
Rozdział 9
Rozmawiałam z Karolem na temat jednego z ćwiczeń, kiedy usłyszałam dość głośny i przerażający krzyk.
-Bartek, co z tobą?!- krzyknął przerażony Kacper. Podbiegłam do zbiegowiska, które zebrało się wokół Bednorza.
-Odsuńcie się!- krzyknęłam i podeszłam do chłopaka.- Bartek, co jest?- zapytałam opanowując głos.
-Plecy- jęknął.
-Skurcz?- dopytałam. Odpowiedział mi jakimś niemrawym, ale twierdzącym mruknięciem. Przekręciłam go więc na brzuch, usiadłam mu na tyłku i zaczęłam masować jego plecy zaczynając od dołu.- Gdzie fizjo?!- zapytałam wściekła.
-Wyszedł- odpowiedział mi któryś z chłopaków.
-Idźcie po niego- poleciłam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Brawo Lara, zajebista jesteś. Właśnie doprowadziłaś do tego, że zawodnik, który miał być nadzieją w przyszłym sezonie leży i nie wiadomo czy wstanie. Zajebiście. Skupiłam się na ruchach, które wykonywałam dłońmi. Masaż był typowo rozluźniający. Zacisnęłam zęby i nie pozwoliłam, aby moje ręce się trzęsły. Nie ma mowy! Twarda babka jestem, nie pokażę, że się boję!
-Co się stało?!- zapytał sprowadzony przez Kurka fizjoterapeuta.
-Czy twoim zasranym obowiązkiem nie jest siedzieć w siłowni albo na hali, kiedy chłopaki mają trening?!- zapytałam wściekłym tonem hardo patrząc mu prosto w oczy.
-Miałem papiery do wypełnienia- bronił się nieporadnie.
-Mam to w dupie. Papiery możesz wypełnić potem. Płacą ci za to, że ich masujesz!- byłam wściekła.
-Odsuń się- polecił mi.
-Spierdalaj- mruknęłam i dalej siedziałam na tyłku Bednorza masując jego plecy. Swoją drogą, to wygodny ma ten tyłeczek. Matko! O czym ja myślę? Zmień tok myślenia Lara, tylko szybko!
-Słucham?!- ryknął wściekle szanowny pan niby-fizjo.
-Miło, że słuchasz. Szkoda, że nie swojego pracodawcy- zironizowałam.
-Kim ty gówniaro jesteś, żeby mnie obrażać!?
-Przesadzasz- powiedział Wlazły.- Laura ma rację. Kacper, Artur idźcie po prezesa- dodał i kucnął przy Bartku- I jak, stary?
-Jej ręce czynią cuda- uśmiechnął się.- Minęła się z powołaniem, powinna być fizjo albo masażystką.
-Nie tak głośno, bo się zarumienię- odparłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Co się stało?- zapytał prezes Piechocki wchodząc na salę.
-Wyjaśnię prezesowi- odparł Wlazły i puścił mi oczko. Mówię wam, koleś jest genialny. Póki nie zajdę mu za skórę, a on nadal będzie tu grał to na bank nie stracę tej roboty! Mariusz i prezes opuścili siłownię, a ja zgramoliłam się z tyłka Bednorza. Z lekką niechęcią, ale nikt nie musi wiedzieć.
-Już koniec?- mruknął z niezadowoleniem.
-Tak. Michał, Bartek, chodźcie tu. Pomóżcie mu wstać- poleciłam. Chłopaki bardzo ostrożnie chwycili Bartka i zaczęli podnosić do pionu. Ten stęknął w pewnym momencie, a przez jego twarz przebiegł grymas bólu.
-Dasz radę?- zapytałam niepewnym tonem.
-To rozczulające, że się o nas martwisz- stwierdził Karol.
-Kłosiu, za to mi płacą- uśmiechnęłam się.- I jak?- zapytałam Bednorza, który stał już na własnych nogach.
-Dam radę. Masz ręce, które leczą- uśmiechnął się uroczo. To zupełnie inny koleś, niż ten którego spotkałam w barze. Jego oczy, on cały. Bije od niego tak niesamowita radość.
-Pan już dzisiaj nie ćwiczy- poinformowałam Bednorza.- Marsz do szatni.
-Ale ja się czuję jak nowo narodzony!
-Nie dyskutuj ze mną- mój ton głosu informował, że nie ma mowy o sprzeciwie. W tej chwili na salę wszedł prezes a za nim kroczył uśmiechnięty Mariusz.
-Tomek, ja nie rozumiem. Dlaczego wyszedłeś z siłowni?- zapytał prezes. Nie wyglądał na szczęśliwego.
-Prezesie...- zaczął fizjo, ale ten mu przerwał.
-Zapraszam do mnie. A wasz trening na dzisiaj skończony. Laura, dostałaś już rozpiskę?- spytał a ja kiwnęłam głową.- Świetnie, jutro kwadrans przed treningiem widzę cię w moim gabinecie. Do widzenia wszystkim- zakończył i wyszedł z fizjo. To chyba mój spektakularny koniec. Po jednym treningu, którego nawet do końca nie przeprowadziłam. Zabrałam chłopakom kartki, co by ich nie pogubili albo nie poniszczyli i rzucając niemrawe "cześć" ruszyłam do mojego gabinetu. Szybko się przebrałam i zanim któryś z chłopaków zdążył opuścić szatnię wybiegłam z hali. Wrzuciłam torbę do bagażnika i ruszyłam do mieszkania. Na miejscu byłam po kilku minutach. Usiadłam z paczką herbatników przed telewizorem i włączyłam jakiś program. Nie skupiłam się jednak na nim. Kurwa, no wyleją mnie! Jak nic wypieprzą mnie na zbity pysk! Tomek pracuje tam już kilka lat, a ja? Po za tym wzięłam się za masaż nie mając o tym zbytniego pojęcia. Chyba napiszę książkę "Jak stracić robotę w pierwszym dniu- poradnik dla początkujących" albo "Pamiętnik bezrobotnej- jak zatraciłam marzenia przez nadpobudliwość i cięty język". Niezłe, ale trochę za długie. Jeszcze nad tym pomyślę. Matko, czy ja nawet w krytycznej sytuacji muszę mieć tak głupie myśli? Zaczęłam się śmiać. Musiałam wyglądać jak idiotka. Jak dobrze, że mieszkam sama! Mieszkasz sama, bo nikt cię nie chce. Mruknął głosik w mojej głowie. Również jesteś mną, więc nie ma się z czego śmiać. Odpowiedziałam. Lara stop! Znowu zaczynasz gadać do siebie w myślach! Przestań! Wciąż to robisz! Laura. Laura. Laura!
Dzwonek do drzwi przerwał moje krzyczenie na siebie w myślach. Pierwszy moment zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju. Ale w końcu wstałam i ruszyłam otworzyć. Za drzwiami zobaczyłam... bukiet żółtych tulipanów. Zamrugałam zaskoczona.
-Komu się nudzi?- zapytałam unosząc wysoko lewą brew.
-Podziękować chciałem- odpowiedział mi wyłaniający się zza kwiatów Bednorz.
-Ale za co?- spytałam całkowicie zaskoczona. Stałam tam i patrzyłam na niego zaskoczona.
-Za wspaniały masaż- uśmiechnął się uroczo i wręczył mi kwiaty.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek.- Wejdziesz?
-Chętnie- pokazał rząd białych zębów.- Chyba będę częściej dawał ci kwiaty.
-Zgoda, ale tylko tulipany. Innych nie lubię. W szczególności róż. Są takie oklepane.
-Właśnie dlatego wziąłem tulipany. Ja też nie lubię róż- przyznał.
-Napijesz się czegoś?- zapytałam.
-Herbatę poproszę.
-Malinową, miętową, hibiskus, mango, jagodowa?- wyrecytowałam stojąc przy otwartej szafce.
-A co polecasz?
-Zdecydowanie hibiskus.
-W takim razie zdaję się na ciebie- odparł i kolejny raz posłał mi szeroki uśmiech. Przygotowałam herbatę i wstawiłam kwiaty do wazonu. Weszłam do salonu, gdzie czekał Bednorz i oglądał moje zdjęcia w ramkach.
-Ładna z was para- powiedział wskazując na zdjęcie moje i Mikołaja. Wyglądał na... zawiedzionego? Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
-Miko, to mój brat- odparłam.- Ale jak na razie jest jedynym facetem, z którym jeślibym mogła, to związałabym się od razu.
-Dlaczego?- zapytał wyraźnie zaskoczony.
-Jest świetnym, troskliwym facetem. Takim... kochanym- odpowiedziałam i usiadłam na kanapie.
-A to kto?- spytał wskazując na kolejne zdjęcie.
-Marta moja siostra i Marcela przyjaciółka- uśmiechnęłam się po raz kolejny.
-Któraś z nich jest wolna?
-Marcelka. Tuśka już znalazła swojego księcia- odparłam.- A dlaczego pytasz?
-Ładne są, może się zakręcę- uśmiechnął się do mnie.
-Niewiele wskórasz.
-Dlaczego?
-Marta ma chłopaka, niedługo pewnie narzeczonego. A Marcela sama stwierdziła, że nie nadaje się do stałych związków i nie ma zamiaru się w nie pakować- jego wzrok wykazywał niezrozumienie. Usiadł obok mnie, a ja dodałam- Dziewczyna raz została zraniona, teraz ona rani, wodzi za nos. Odpłaca się wszystkim facetom za błąd tego jednego.
-Ale przecież nie wszyscy...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Tak wiem, nie wszyscy faceci są tacy sami. Ale ja ją doskonale rozumiem- mruknęłam i napiłam się herbaty.
-Trafiłaś na dupka- bardziej stwierdził niż zapytał.
*******************|
Witam!
Mam nadzieję, że się podoba.
Buziak, Dream :* <3
-Bartek, co z tobą?!- krzyknął przerażony Kacper. Podbiegłam do zbiegowiska, które zebrało się wokół Bednorza.
-Odsuńcie się!- krzyknęłam i podeszłam do chłopaka.- Bartek, co jest?- zapytałam opanowując głos.
-Plecy- jęknął.
-Skurcz?- dopytałam. Odpowiedział mi jakimś niemrawym, ale twierdzącym mruknięciem. Przekręciłam go więc na brzuch, usiadłam mu na tyłku i zaczęłam masować jego plecy zaczynając od dołu.- Gdzie fizjo?!- zapytałam wściekła.
-Wyszedł- odpowiedział mi któryś z chłopaków.
-Idźcie po niego- poleciłam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Brawo Lara, zajebista jesteś. Właśnie doprowadziłaś do tego, że zawodnik, który miał być nadzieją w przyszłym sezonie leży i nie wiadomo czy wstanie. Zajebiście. Skupiłam się na ruchach, które wykonywałam dłońmi. Masaż był typowo rozluźniający. Zacisnęłam zęby i nie pozwoliłam, aby moje ręce się trzęsły. Nie ma mowy! Twarda babka jestem, nie pokażę, że się boję!
-Co się stało?!- zapytał sprowadzony przez Kurka fizjoterapeuta.
-Czy twoim zasranym obowiązkiem nie jest siedzieć w siłowni albo na hali, kiedy chłopaki mają trening?!- zapytałam wściekłym tonem hardo patrząc mu prosto w oczy.
-Miałem papiery do wypełnienia- bronił się nieporadnie.
-Mam to w dupie. Papiery możesz wypełnić potem. Płacą ci za to, że ich masujesz!- byłam wściekła.
-Odsuń się- polecił mi.
-Spierdalaj- mruknęłam i dalej siedziałam na tyłku Bednorza masując jego plecy. Swoją drogą, to wygodny ma ten tyłeczek. Matko! O czym ja myślę? Zmień tok myślenia Lara, tylko szybko!
-Słucham?!- ryknął wściekle szanowny pan niby-fizjo.
-Miło, że słuchasz. Szkoda, że nie swojego pracodawcy- zironizowałam.
-Kim ty gówniaro jesteś, żeby mnie obrażać!?
-Przesadzasz- powiedział Wlazły.- Laura ma rację. Kacper, Artur idźcie po prezesa- dodał i kucnął przy Bartku- I jak, stary?
-Jej ręce czynią cuda- uśmiechnął się.- Minęła się z powołaniem, powinna być fizjo albo masażystką.
-Nie tak głośno, bo się zarumienię- odparłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Co się stało?- zapytał prezes Piechocki wchodząc na salę.
-Wyjaśnię prezesowi- odparł Wlazły i puścił mi oczko. Mówię wam, koleś jest genialny. Póki nie zajdę mu za skórę, a on nadal będzie tu grał to na bank nie stracę tej roboty! Mariusz i prezes opuścili siłownię, a ja zgramoliłam się z tyłka Bednorza. Z lekką niechęcią, ale nikt nie musi wiedzieć.
-Już koniec?- mruknął z niezadowoleniem.
-Tak. Michał, Bartek, chodźcie tu. Pomóżcie mu wstać- poleciłam. Chłopaki bardzo ostrożnie chwycili Bartka i zaczęli podnosić do pionu. Ten stęknął w pewnym momencie, a przez jego twarz przebiegł grymas bólu.
-Dasz radę?- zapytałam niepewnym tonem.
-To rozczulające, że się o nas martwisz- stwierdził Karol.
-Kłosiu, za to mi płacą- uśmiechnęłam się.- I jak?- zapytałam Bednorza, który stał już na własnych nogach.
-Dam radę. Masz ręce, które leczą- uśmiechnął się uroczo. To zupełnie inny koleś, niż ten którego spotkałam w barze. Jego oczy, on cały. Bije od niego tak niesamowita radość.
-Pan już dzisiaj nie ćwiczy- poinformowałam Bednorza.- Marsz do szatni.
-Ale ja się czuję jak nowo narodzony!
-Nie dyskutuj ze mną- mój ton głosu informował, że nie ma mowy o sprzeciwie. W tej chwili na salę wszedł prezes a za nim kroczył uśmiechnięty Mariusz.
-Tomek, ja nie rozumiem. Dlaczego wyszedłeś z siłowni?- zapytał prezes. Nie wyglądał na szczęśliwego.
-Prezesie...- zaczął fizjo, ale ten mu przerwał.
-Zapraszam do mnie. A wasz trening na dzisiaj skończony. Laura, dostałaś już rozpiskę?- spytał a ja kiwnęłam głową.- Świetnie, jutro kwadrans przed treningiem widzę cię w moim gabinecie. Do widzenia wszystkim- zakończył i wyszedł z fizjo. To chyba mój spektakularny koniec. Po jednym treningu, którego nawet do końca nie przeprowadziłam. Zabrałam chłopakom kartki, co by ich nie pogubili albo nie poniszczyli i rzucając niemrawe "cześć" ruszyłam do mojego gabinetu. Szybko się przebrałam i zanim któryś z chłopaków zdążył opuścić szatnię wybiegłam z hali. Wrzuciłam torbę do bagażnika i ruszyłam do mieszkania. Na miejscu byłam po kilku minutach. Usiadłam z paczką herbatników przed telewizorem i włączyłam jakiś program. Nie skupiłam się jednak na nim. Kurwa, no wyleją mnie! Jak nic wypieprzą mnie na zbity pysk! Tomek pracuje tam już kilka lat, a ja? Po za tym wzięłam się za masaż nie mając o tym zbytniego pojęcia. Chyba napiszę książkę "Jak stracić robotę w pierwszym dniu- poradnik dla początkujących" albo "Pamiętnik bezrobotnej- jak zatraciłam marzenia przez nadpobudliwość i cięty język". Niezłe, ale trochę za długie. Jeszcze nad tym pomyślę. Matko, czy ja nawet w krytycznej sytuacji muszę mieć tak głupie myśli? Zaczęłam się śmiać. Musiałam wyglądać jak idiotka. Jak dobrze, że mieszkam sama! Mieszkasz sama, bo nikt cię nie chce. Mruknął głosik w mojej głowie. Również jesteś mną, więc nie ma się z czego śmiać. Odpowiedziałam. Lara stop! Znowu zaczynasz gadać do siebie w myślach! Przestań! Wciąż to robisz! Laura. Laura. Laura!
Dzwonek do drzwi przerwał moje krzyczenie na siebie w myślach. Pierwszy moment zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju. Ale w końcu wstałam i ruszyłam otworzyć. Za drzwiami zobaczyłam... bukiet żółtych tulipanów. Zamrugałam zaskoczona.
-Komu się nudzi?- zapytałam unosząc wysoko lewą brew.
-Podziękować chciałem- odpowiedział mi wyłaniający się zza kwiatów Bednorz.
-Ale za co?- spytałam całkowicie zaskoczona. Stałam tam i patrzyłam na niego zaskoczona.
-Za wspaniały masaż- uśmiechnął się uroczo i wręczył mi kwiaty.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek.- Wejdziesz?
-Chętnie- pokazał rząd białych zębów.- Chyba będę częściej dawał ci kwiaty.
-Zgoda, ale tylko tulipany. Innych nie lubię. W szczególności róż. Są takie oklepane.
-Właśnie dlatego wziąłem tulipany. Ja też nie lubię róż- przyznał.
-Napijesz się czegoś?- zapytałam.
-Herbatę poproszę.
-Malinową, miętową, hibiskus, mango, jagodowa?- wyrecytowałam stojąc przy otwartej szafce.
-A co polecasz?
-Zdecydowanie hibiskus.
-W takim razie zdaję się na ciebie- odparł i kolejny raz posłał mi szeroki uśmiech. Przygotowałam herbatę i wstawiłam kwiaty do wazonu. Weszłam do salonu, gdzie czekał Bednorz i oglądał moje zdjęcia w ramkach.
-Ładna z was para- powiedział wskazując na zdjęcie moje i Mikołaja. Wyglądał na... zawiedzionego? Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
-Miko, to mój brat- odparłam.- Ale jak na razie jest jedynym facetem, z którym jeślibym mogła, to związałabym się od razu.
-Dlaczego?- zapytał wyraźnie zaskoczony.
-Jest świetnym, troskliwym facetem. Takim... kochanym- odpowiedziałam i usiadłam na kanapie.
-A to kto?- spytał wskazując na kolejne zdjęcie.
-Marta moja siostra i Marcela przyjaciółka- uśmiechnęłam się po raz kolejny.
-Któraś z nich jest wolna?
-Marcelka. Tuśka już znalazła swojego księcia- odparłam.- A dlaczego pytasz?
-Ładne są, może się zakręcę- uśmiechnął się do mnie.
-Niewiele wskórasz.
-Dlaczego?
-Marta ma chłopaka, niedługo pewnie narzeczonego. A Marcela sama stwierdziła, że nie nadaje się do stałych związków i nie ma zamiaru się w nie pakować- jego wzrok wykazywał niezrozumienie. Usiadł obok mnie, a ja dodałam- Dziewczyna raz została zraniona, teraz ona rani, wodzi za nos. Odpłaca się wszystkim facetom za błąd tego jednego.
-Ale przecież nie wszyscy...- zaczął, ale mu przerwałam.
-Tak wiem, nie wszyscy faceci są tacy sami. Ale ja ją doskonale rozumiem- mruknęłam i napiłam się herbaty.
-Trafiłaś na dupka- bardziej stwierdził niż zapytał.
*******************|
Witam!
Mam nadzieję, że się podoba.
Buziak, Dream :* <3
niedziela, 12 marca 2017
Rozdział 8
-A oprócz Karola i Andrzeja znasz jeszcze jakiegoś siatkarza?- zapytał zaciekawiony.
-Bartmana i Kubiaka- odpowiedziałam.
-Skąd?- matko, jaki niedomyślny!
-Z Warszawy. Michał, Zbyszek i Karol grali razem w Politechnice. A Andrzeja poznałam przez Kłosa- wyjaśniłam. Chyba załapał. Uff... A już myślałam, że jest on bardziej kumaty.
-A, no to wszystko jasne!- stwierdził. Załapał! Po odtańczeniu w myślach macareny zwycięstwa dokończyłam posiłek i opuściliśmy restaurację. Po kilku minutach byłam w domu.
-Dzięki za obiad, do jutra- powiedziałam i miałam wysiadać, kiedy usłyszałam:
-To o której mam jutro po ciebie być?- że co? O co mu przepraszam bardzo chodzi? Teraz to ja nie ogarniam, super.
-A po co miałbyś po mnie przyjeżdżać?- zapytałam nie ukrywając zaskoczenia.
-No miałem być twoim szoferem przez tydzień- przypomniał. Faktycznie! Zapomniałam!
-Wiesz co, odpuśćmy sobie to. Lubię jeździć moim autem, prowadzić. Sprawia mi to sporą przyjemność- uśmiechnęłam się.
-Serio?
-Tak. Odpuszczam ci różowy strój. Do jutra.
-Cześć- uśmiechnął się. Już miałam zamykać drzwi, kiedy usłyszałam- Laura!
-Tak?
-Nie jesteś taka zła, jak się na początku wydawało.
-Ty też nie- odparłam i ruszyłam do klatki. W mieszkaniu zrzuciłam z nóg szpilki, zdjęłam marynarkę, zabrałam dokumentację medyczną chłopaków i z laptopem na kolanach rozwaliłam się na kanapie. Kiedy kończyłam układać plan treningu dla Bednorza, poczułam, jak głodna jestem. Spojrzałam na zegar 23:30. Matko! Tak późno? A ja muszę jeszcze ułożyć plany dla Winiarskiego, Wlazłego i Uriate. Cholera. No nic. Zarwę nockę i jutro odeśpię, w końcu do pracy idę dopiero na 16, więc dam radę. Wstałam, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Po kilku minutach szczęśliwa z kubkiem kawy i talerzykiem kanapek znów usadowiłam się przy laptopie. Dwie godziny później zamykałam sprzęt. Na jutro zostawiłam sobie wydrukowanie tego. Dzisiaj już nie mam siły. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Rano. Znaczy, o 12. Ale jak na osobę, która zasnęła koło 2, to jest rano, tak? Tak. Bez dyskusji. Dobra, nie ważne. Kiedy wstałam, pierwszym co zrobiłam, było poczłapanie do łazienki, gdzie wzięłam odprężającą kąpiel. Potem zawinięta w ręcznik, z rozpuszczonymi, mokrymi włosami ruszyłam do kuchni. Wstawiłam wodę na kawę i zrobiłam sobie kanapki z twarożkiem. Następnie z całym śniadaniowym ekwipunkiem ruszyłam do salonu, gdzie rozłożyłam się przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakiś program. Gdy zjadłam przełączyłam na kanał muzyczny i ruszyłam do szafy. Do treningu miałam jeszcze ponad dwie godziny, więc spieszyć się nie muszę. Wyszukałam ubrania i wydrukowałam plany treningowe dla wielkoludów. Ruszyłam do łazienki, gdzie wyprostowałam moje i tak długie włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Hej Miki- odebrałam szczęśliwa.
-Cześć siostrzyczko! Nie zadzwoniłaś wczoraj- faktycznie, miałam do niego dzwonić, kuuuuurde.- Jak ci poszło?
-Podpisałam umowę i za godzinę prowadzę pierwszy trening- odpowiedziałam spokojnie, ale w środku szalałam ze szczęścia.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. Zieliński, głupie pytania zadajesz- zaśmiałam się i zaczęłam pakować rzeczy do sportowej torby.
-Po nazwisku to po- zaczął, ale mu przerwałam.
-No, no. Nie rozpędzaj się tak braciszku, bo cię odwiedzę w tej Warszawce- ostrzegłam go i wrzuciłam buty do torby.
-Nie strasz, gwiazda- zaśmiał się.
-Bardzo miło się rozmawia, ale ja już muszę kończyć, bo zaraz wychodzę. Także buziak dla ciebie i kończę, pa- powiedziałam.
-No, trzymaj się maleństwo. Dasz radę.
-Wiem przecież- zaśmiałam się, pożegnałam z bratem i zakończyłam połączenie. W torbie miałam już zapakowany cały strój sportowy, dorzuciłam jeszcze teczkę z planami i ręcznik i ruszyłam do auta. Opuściłam mieszkanie dokładnie je zamykając, naciągnęłam na nos okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z bloku. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam na halę. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na to, aby zacząć pracę. Jednak klamka zapadła i już nie mam odwrotu. Zatrzymałam się pod halą i weszłam do środka. Odebrałam od sekretarki klucz do mojego gabinetu, w którym się przebrałam i zabierając wodę, ręcznik i teczkę ruszyłam na siłownię. Nikogo jeszcze nie było, więc postanowiłam chwilę poćwiczyć. Wskoczyłam na bieżnię i czekając na Skrzatów przebiegłam prawie dziesięć kilometrów. Nagle usłyszałam głos przy drzwiach:
-Nie tylko brzuch ma fajny.
-Słyszałam!- krzyknęłam i zeszłam z bieżni. Zabrałam teczkę z ławki i zaczęłam im rozdawać plany treningowe jednocześnie do nich mówiąc.
-To są plany na najbliższe trzy dni. Na każdy dzień inne ćwiczenia. W czwartek dostaniecie plany na kolejne trzy dni. I tak regularnie. Jeżeli czegoś nie dopatrzyłam i nie możecie wykonywać jakichś ćwiczeń lub też możecie ale nie w takiej ilości, dajcie znać. Wszystko przedyskutujemy i dojdziemy do porozumienia. Mam nadzieję jednak, że nie strzeliłam żadnej gafy. To chyba tyle. Wiecie co gdzie leży, więc do pracy.
-Jedno pytanie- powiedział Winiarski.
-Mogłam się domyśleć. Jakie pytanie.
-To są ćwiczenia tylko na trzy dni?- zapytał zszokowany.
-Tak. Standardowy zestaw, nieco zmodyfikowany i dostosowany do waszego stanu zdrowia.
-Ale...- zaczął Michał, ale mu przerwałam.
-Co więcej! Udowodniono, że te ćwiczenia wykonywane regularnie poprawiają wydolność organizmu, reakcje na różnorakie bodźce oraz sprawiają, że organizm staje się silniejszy, jeżeli wiecie co mam na myśli.
-Diabeł, nie kobieta- westchnął Winiarski.
-To wszystkie pytania?- spytałam z nadzieją.
-A nie możemy jednodniowego zestawu podzielić na trzy?- spytał Szalpuk.
-Której części z całej mojej wypowiedzi nie zrozumiałeś?- odpowiedziałam mu pytaniem.- Mam nadzieję, że nie ma więcej pytań. A jeśli są, to tylko sensowne, proszę. Więc?- nikt się nie odezwał.- Świetnie. Zapraszam do roboty. Kolejność jest dowolna, ale wszystkie mają być wykonane. Nie oszukacie mnie. Jest bardzo łatwy sposób, żeby to sprawdzić, ale wszyscy jesteśmy dorośli i nie bawimy się w takie rzeczy.
-Zawsze tyle gadasz?- zapytał Winiarski robiąc pierwsze ćwiczenie z listy.
-Tak. Zawsze mam ostatnie słowo, odpowiedź na wszystko, wszędzie mnie pełno i w sumie, to jestem straszna i okropna i bardzo wam współczuje, że macie taką trenerkę jak ja, ale spokojnie. Mój upór wyjdzie wam na dobre, gwarantuję- nic już nie dodali. Wykonywali ćwiczenia narzekając pod nosem. Nie bardzo się tym przejmowałam. Krążyłam między nimi udzielając wskazówek.
-Laura, mogę cię na chwilę prosić!- usłyszałam przy drzwiach prezesa Piechockiego.
-Oczywiście, już idę! A wam chyba nie muszę mówić, że nie macie przerywać ćwiczeni, prawda?- uśmiechnęłam się uroczo do chłopaków i podeszłam do prezesa.- O co chodzi?
-Obserwuję cię od dłuższej chwili i widzę, że świetnie sobie radzisz- powiedział z uznaniem prezes.
-Bardzo dziękuję. Ale to dopiero pierwszy trening, więc niech mnie pan lepiej nie zachwala- odparłam, na co prezes się zaśmiał.
-Dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że dalej będziesz sobie tak świetnie radzić. Do widzenia.
-Do zobaczenia- odpowiedziałam i wróciłam na siłownie. Rozmawiałam z Karolem na temat jednego z ćwiczeń, kiedy usłyszałam dość głośny i przerażający krzyk.
***************
Zapraszam na 8
Buziaki, Dream <3
-Bartmana i Kubiaka- odpowiedziałam.
-Skąd?- matko, jaki niedomyślny!
-Z Warszawy. Michał, Zbyszek i Karol grali razem w Politechnice. A Andrzeja poznałam przez Kłosa- wyjaśniłam. Chyba załapał. Uff... A już myślałam, że jest on bardziej kumaty.
-A, no to wszystko jasne!- stwierdził. Załapał! Po odtańczeniu w myślach macareny zwycięstwa dokończyłam posiłek i opuściliśmy restaurację. Po kilku minutach byłam w domu.
-Dzięki za obiad, do jutra- powiedziałam i miałam wysiadać, kiedy usłyszałam:
-To o której mam jutro po ciebie być?- że co? O co mu przepraszam bardzo chodzi? Teraz to ja nie ogarniam, super.
-A po co miałbyś po mnie przyjeżdżać?- zapytałam nie ukrywając zaskoczenia.
-No miałem być twoim szoferem przez tydzień- przypomniał. Faktycznie! Zapomniałam!
-Wiesz co, odpuśćmy sobie to. Lubię jeździć moim autem, prowadzić. Sprawia mi to sporą przyjemność- uśmiechnęłam się.
-Serio?
-Tak. Odpuszczam ci różowy strój. Do jutra.
-Cześć- uśmiechnął się. Już miałam zamykać drzwi, kiedy usłyszałam- Laura!
-Tak?
-Nie jesteś taka zła, jak się na początku wydawało.
-Ty też nie- odparłam i ruszyłam do klatki. W mieszkaniu zrzuciłam z nóg szpilki, zdjęłam marynarkę, zabrałam dokumentację medyczną chłopaków i z laptopem na kolanach rozwaliłam się na kanapie. Kiedy kończyłam układać plan treningu dla Bednorza, poczułam, jak głodna jestem. Spojrzałam na zegar 23:30. Matko! Tak późno? A ja muszę jeszcze ułożyć plany dla Winiarskiego, Wlazłego i Uriate. Cholera. No nic. Zarwę nockę i jutro odeśpię, w końcu do pracy idę dopiero na 16, więc dam radę. Wstałam, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Po kilku minutach szczęśliwa z kubkiem kawy i talerzykiem kanapek znów usadowiłam się przy laptopie. Dwie godziny później zamykałam sprzęt. Na jutro zostawiłam sobie wydrukowanie tego. Dzisiaj już nie mam siły. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Rano. Znaczy, o 12. Ale jak na osobę, która zasnęła koło 2, to jest rano, tak? Tak. Bez dyskusji. Dobra, nie ważne. Kiedy wstałam, pierwszym co zrobiłam, było poczłapanie do łazienki, gdzie wzięłam odprężającą kąpiel. Potem zawinięta w ręcznik, z rozpuszczonymi, mokrymi włosami ruszyłam do kuchni. Wstawiłam wodę na kawę i zrobiłam sobie kanapki z twarożkiem. Następnie z całym śniadaniowym ekwipunkiem ruszyłam do salonu, gdzie rozłożyłam się przed telewizorem i zaczęłam oglądać jakiś program. Gdy zjadłam przełączyłam na kanał muzyczny i ruszyłam do szafy. Do treningu miałam jeszcze ponad dwie godziny, więc spieszyć się nie muszę. Wyszukałam ubrania i wydrukowałam plany treningowe dla wielkoludów. Ruszyłam do łazienki, gdzie wyprostowałam moje i tak długie włosy. Następnie zrobiłam delikatny makijaż. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Hej Miki- odebrałam szczęśliwa.
-Cześć siostrzyczko! Nie zadzwoniłaś wczoraj- faktycznie, miałam do niego dzwonić, kuuuuurde.- Jak ci poszło?
-Podpisałam umowę i za godzinę prowadzę pierwszy trening- odpowiedziałam spokojnie, ale w środku szalałam ze szczęścia.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. Zieliński, głupie pytania zadajesz- zaśmiałam się i zaczęłam pakować rzeczy do sportowej torby.
-Po nazwisku to po- zaczął, ale mu przerwałam.
-No, no. Nie rozpędzaj się tak braciszku, bo cię odwiedzę w tej Warszawce- ostrzegłam go i wrzuciłam buty do torby.
-Nie strasz, gwiazda- zaśmiał się.
-Bardzo miło się rozmawia, ale ja już muszę kończyć, bo zaraz wychodzę. Także buziak dla ciebie i kończę, pa- powiedziałam.
-No, trzymaj się maleństwo. Dasz radę.
-Wiem przecież- zaśmiałam się, pożegnałam z bratem i zakończyłam połączenie. W torbie miałam już zapakowany cały strój sportowy, dorzuciłam jeszcze teczkę z planami i ręcznik i ruszyłam do auta. Opuściłam mieszkanie dokładnie je zamykając, naciągnęłam na nos okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z bloku. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam na halę. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na to, aby zacząć pracę. Jednak klamka zapadła i już nie mam odwrotu. Zatrzymałam się pod halą i weszłam do środka. Odebrałam od sekretarki klucz do mojego gabinetu, w którym się przebrałam i zabierając wodę, ręcznik i teczkę ruszyłam na siłownię. Nikogo jeszcze nie było, więc postanowiłam chwilę poćwiczyć. Wskoczyłam na bieżnię i czekając na Skrzatów przebiegłam prawie dziesięć kilometrów. Nagle usłyszałam głos przy drzwiach:
-Nie tylko brzuch ma fajny.
-Słyszałam!- krzyknęłam i zeszłam z bieżni. Zabrałam teczkę z ławki i zaczęłam im rozdawać plany treningowe jednocześnie do nich mówiąc.
-To są plany na najbliższe trzy dni. Na każdy dzień inne ćwiczenia. W czwartek dostaniecie plany na kolejne trzy dni. I tak regularnie. Jeżeli czegoś nie dopatrzyłam i nie możecie wykonywać jakichś ćwiczeń lub też możecie ale nie w takiej ilości, dajcie znać. Wszystko przedyskutujemy i dojdziemy do porozumienia. Mam nadzieję jednak, że nie strzeliłam żadnej gafy. To chyba tyle. Wiecie co gdzie leży, więc do pracy.
-Jedno pytanie- powiedział Winiarski.
-Mogłam się domyśleć. Jakie pytanie.
-To są ćwiczenia tylko na trzy dni?- zapytał zszokowany.
-Tak. Standardowy zestaw, nieco zmodyfikowany i dostosowany do waszego stanu zdrowia.
-Ale...- zaczął Michał, ale mu przerwałam.
-Co więcej! Udowodniono, że te ćwiczenia wykonywane regularnie poprawiają wydolność organizmu, reakcje na różnorakie bodźce oraz sprawiają, że organizm staje się silniejszy, jeżeli wiecie co mam na myśli.
-Diabeł, nie kobieta- westchnął Winiarski.
-To wszystkie pytania?- spytałam z nadzieją.
-A nie możemy jednodniowego zestawu podzielić na trzy?- spytał Szalpuk.
-Której części z całej mojej wypowiedzi nie zrozumiałeś?- odpowiedziałam mu pytaniem.- Mam nadzieję, że nie ma więcej pytań. A jeśli są, to tylko sensowne, proszę. Więc?- nikt się nie odezwał.- Świetnie. Zapraszam do roboty. Kolejność jest dowolna, ale wszystkie mają być wykonane. Nie oszukacie mnie. Jest bardzo łatwy sposób, żeby to sprawdzić, ale wszyscy jesteśmy dorośli i nie bawimy się w takie rzeczy.
-Zawsze tyle gadasz?- zapytał Winiarski robiąc pierwsze ćwiczenie z listy.
-Tak. Zawsze mam ostatnie słowo, odpowiedź na wszystko, wszędzie mnie pełno i w sumie, to jestem straszna i okropna i bardzo wam współczuje, że macie taką trenerkę jak ja, ale spokojnie. Mój upór wyjdzie wam na dobre, gwarantuję- nic już nie dodali. Wykonywali ćwiczenia narzekając pod nosem. Nie bardzo się tym przejmowałam. Krążyłam między nimi udzielając wskazówek.
-Laura, mogę cię na chwilę prosić!- usłyszałam przy drzwiach prezesa Piechockiego.
-Oczywiście, już idę! A wam chyba nie muszę mówić, że nie macie przerywać ćwiczeni, prawda?- uśmiechnęłam się uroczo do chłopaków i podeszłam do prezesa.- O co chodzi?
-Obserwuję cię od dłuższej chwili i widzę, że świetnie sobie radzisz- powiedział z uznaniem prezes.
-Bardzo dziękuję. Ale to dopiero pierwszy trening, więc niech mnie pan lepiej nie zachwala- odparłam, na co prezes się zaśmiał.
-Dobrze, dobrze. Mam nadzieję, że dalej będziesz sobie tak świetnie radzić. Do widzenia.
-Do zobaczenia- odpowiedziałam i wróciłam na siłownie. Rozmawiałam z Karolem na temat jednego z ćwiczeń, kiedy usłyszałam dość głośny i przerażający krzyk.
***************
Zapraszam na 8
Buziaki, Dream <3
niedziela, 5 marca 2017
Rozdział 7
-Masz chwilę?- usłyszałam za plecami i poczułam delikatny uścisk na łokciu. Odwróciłam się i zobaczyłam...
-Bartek, co chcesz?
-Mam propozycję, nie do odrzucenia oczywiście- uśmiechnął się. Uhuhuhuhu. Sateliciarz chce się wymigać z zakładu. Nie ma mowy!
-Słucham cię bardzo uważnie.
-Odpuścisz mi różowy strój, a ja zabiorę cię na obiad w przemiłym towarzystwie- zaproponował.
-Nie- odpowiedziałam od razu i ruszyłam do mojego auta.
-No Laura, proszę cię! Teraz mają być robione zdjęcia na treningach! Jak ja będę wyglądał?!- lamentował.
-Oj, poradzisz sobie- poklepałam go po ramieniu i zaczęłam szukać kluczy w torebce.
-Niech stracę. Przez najbliższy tydzień będę twoim szoferem i pokażę ci Bełchatów- zaoferował się.
-Jeszcze jedno- niech mu będzie. Nie chcę mieć z nikim wojny.
-Jestem gotowy na wszystko.
-Zakopujemy topór wojenny- odparłam.
-Zaczynamy od początku?- zapytał z lekką niepewnością. Kiwnęłam uśmiechnięta głową, na co ten wystawił rękę i powiedział- Bartosz Kurek, bardzo mi miło.
-Laura Zielińska, mnie również- odpowiedziałam.
-To co? Obiad?
-Chętnie, ale nie mam co zrobić z autem- mruknęłam.
-Zostaw je tutaj, potem odwiozę cię pod halę.
-Inaczej. Teraz pojadę do mieszkania, zostawię te papiery i możemy jechać- zaproponowałam.
-Zgoda.
-Tylko mam dla ciebie maksymalnie godzinę, bo muszę ułożyć cały plan treningowy- przypomniałam sobie.
-Mogę ci pomóc- zaoferował się.
-Nie, nie. Poradzę sobie- uśmiechnęłam się.- To jedź za mną, zostawię rzeczy w mieszkaniu i możemy jechać.
-W takim razie w drogę- odwzajemnił uśmiech i każde z nas wsiadło do swojego auta. Ruszyłam, a z głośnika poleciał kawałek Paluch- "Gdybyś kiedyś" więc śpiewałam całą piosenkę, znam ją przecież doskonale. Z resztą nie tą jedną. Zatrzymałam się pod mieszkaniem, zostawiłam w nim moje rzeczy i wyszłam. Przy klatce czekał Bartek. Władowałam się do jego auta i zapytałam:
-Co jemy?
-A na co masz ochotę?
-Nie wiem- mruknęłam.
-To spróbuję cię zaskoczyć- uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie.
-Czego ty tu kolego słuchasz- powiedziałam i zaczęłam klikać przy odtwarzaczu.
-Raczej ci się nie spodoba- stwierdził, a z głośników poleciała piosenka Paluch- "Halo Ziemia".
-Nie spodoba? Chłopie ja to uwielbiam!- krzyknęłam i zaczęłam śpiewać. No nie powiem, szok. Sateliciarz ma taki sam gust muzyczny, jak ja. Nieźle. Może faktycznie zakopiemy ten topór wojenny. Bartek zatrzymał samochód przed jakąś restauracją. Wysiedliśmy i zajęliśmy miejsce w rogu sali, żeby fanki się na niego nie rzuciły, biedaczek. Dostałam menu do ręki i przeżyłam szok.
-Słuchaj, nie wiem jak ty, ale ja uwielbiam taką kuchnię- powiedział Bartek.
-Kuchnia włoska, jest czymś co kocham i wielbię pod niebiosa. Ale tradycyjnym polskim obiadem nie gardzę- uśmiechnęłam się i złożyłam zamówienie. Okazało się, że Bartek jest bardzo ciekawym rozmówcą.
-Jestem ciekaw, co wymyślisz na pierwszy trening.
-Nie mam zamiaru was wykończyć, tylko przygotować do sezonu- poinformowałam.
-No, to dobrze, że mówisz, bo miałem nieco inne podejrzenia.
-Co? Jak mogłeś tak myśleć?- zapytałam, na co oboje zaczęliśmy się śmiać.
-A oprócz Karola i Andrzeja znasz jeszcze jakiegoś siatkarza?- zapytał zaciekawiony.
******************************
Witam!
Zapraszam do czytania :D
Od następnego rozdziały będą nieco dłuższe
Buziol, Dream :* <3 <3
-Bartek, co chcesz?
-Mam propozycję, nie do odrzucenia oczywiście- uśmiechnął się. Uhuhuhuhu. Sateliciarz chce się wymigać z zakładu. Nie ma mowy!
-Słucham cię bardzo uważnie.
-Odpuścisz mi różowy strój, a ja zabiorę cię na obiad w przemiłym towarzystwie- zaproponował.
-Nie- odpowiedziałam od razu i ruszyłam do mojego auta.
-No Laura, proszę cię! Teraz mają być robione zdjęcia na treningach! Jak ja będę wyglądał?!- lamentował.
-Oj, poradzisz sobie- poklepałam go po ramieniu i zaczęłam szukać kluczy w torebce.
-Niech stracę. Przez najbliższy tydzień będę twoim szoferem i pokażę ci Bełchatów- zaoferował się.
-Jeszcze jedno- niech mu będzie. Nie chcę mieć z nikim wojny.
-Jestem gotowy na wszystko.
-Zakopujemy topór wojenny- odparłam.
-Zaczynamy od początku?- zapytał z lekką niepewnością. Kiwnęłam uśmiechnięta głową, na co ten wystawił rękę i powiedział- Bartosz Kurek, bardzo mi miło.
-Laura Zielińska, mnie również- odpowiedziałam.
-To co? Obiad?
-Chętnie, ale nie mam co zrobić z autem- mruknęłam.
-Zostaw je tutaj, potem odwiozę cię pod halę.
-Inaczej. Teraz pojadę do mieszkania, zostawię te papiery i możemy jechać- zaproponowałam.
-Zgoda.
-Tylko mam dla ciebie maksymalnie godzinę, bo muszę ułożyć cały plan treningowy- przypomniałam sobie.
-Mogę ci pomóc- zaoferował się.
-Nie, nie. Poradzę sobie- uśmiechnęłam się.- To jedź za mną, zostawię rzeczy w mieszkaniu i możemy jechać.
-W takim razie w drogę- odwzajemnił uśmiech i każde z nas wsiadło do swojego auta. Ruszyłam, a z głośnika poleciał kawałek Paluch- "Gdybyś kiedyś" więc śpiewałam całą piosenkę, znam ją przecież doskonale. Z resztą nie tą jedną. Zatrzymałam się pod mieszkaniem, zostawiłam w nim moje rzeczy i wyszłam. Przy klatce czekał Bartek. Władowałam się do jego auta i zapytałam:
-Co jemy?
-A na co masz ochotę?
-Nie wiem- mruknęłam.
-To spróbuję cię zaskoczyć- uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie.
-Czego ty tu kolego słuchasz- powiedziałam i zaczęłam klikać przy odtwarzaczu.
-Raczej ci się nie spodoba- stwierdził, a z głośników poleciała piosenka Paluch- "Halo Ziemia".
-Nie spodoba? Chłopie ja to uwielbiam!- krzyknęłam i zaczęłam śpiewać. No nie powiem, szok. Sateliciarz ma taki sam gust muzyczny, jak ja. Nieźle. Może faktycznie zakopiemy ten topór wojenny. Bartek zatrzymał samochód przed jakąś restauracją. Wysiedliśmy i zajęliśmy miejsce w rogu sali, żeby fanki się na niego nie rzuciły, biedaczek. Dostałam menu do ręki i przeżyłam szok.
-Słuchaj, nie wiem jak ty, ale ja uwielbiam taką kuchnię- powiedział Bartek.
-Kuchnia włoska, jest czymś co kocham i wielbię pod niebiosa. Ale tradycyjnym polskim obiadem nie gardzę- uśmiechnęłam się i złożyłam zamówienie. Okazało się, że Bartek jest bardzo ciekawym rozmówcą.
-Jestem ciekaw, co wymyślisz na pierwszy trening.
-Nie mam zamiaru was wykończyć, tylko przygotować do sezonu- poinformowałam.
-No, to dobrze, że mówisz, bo miałem nieco inne podejrzenia.
-Co? Jak mogłeś tak myśleć?- zapytałam, na co oboje zaczęliśmy się śmiać.
-A oprócz Karola i Andrzeja znasz jeszcze jakiegoś siatkarza?- zapytał zaciekawiony.
******************************
Witam!
Zapraszam do czytania :D
Od następnego rozdziały będą nieco dłuższe
Buziol, Dream :* <3 <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)